"Przeciwnik" Emmanuel Carrere
Książka opowiada prawdziwą historię.
wtorek, 31 stycznia 2012
środa, 25 stycznia 2012
Coś w tym jest. Chcę i nie chcę. Stawiam na dwóch szalach, a tu nic do siebie nie pasuje. Jedno nie mieści się na szali, drugie nie mieści mi się w głowie, żeby postawić po drugiej stronie i ważyć ważność. Jakieś decyzje, działania, brak działań, być może też jest pewnego rodzaju posunięciem, ruchem. Może nie pchającym mego życia naprzód przed siebie, ale wznoszącym je w górę. Może tego chcę.
niedziela, 22 stycznia 2012
sobota, 21 stycznia 2012
Problemy ze snem.
Nie radzę sobie z 12 godzinnym systemem pracy. Śpię. Ciągle śpię. Albo w ewentualnych przerwach, chce mi się spać. A tu ewidentnie szkoda życia, na zagłębianie się w niepewne tereny snu, nie dające nigdy w pełni szczęścia, ani nieszczęścia, pozostawiające człowieka po przebudzeniu w pewnego rodzaju niedosycie. Powinnam się tego nauczyć. Być może kiedyś, kiedy po miesiącu nie będzie mi odebrana radość przyjmowania na świat. Tymczasem przychodzi mi każdego dnia godzić ze sobą me życie, nie do końca zgodne z tym co jest mi potrzebne. Walczę z odległością, która kilka dni temu stanowczo się zmniejszyła. Odległość pomiędzy Krakowem a Stalową Wolą zmniejszę w piątek. Walczę z upływem czasu, z tym, że moja siostra rośnie w domu na piękną dziewczynkę, a ja jestem tu zamknięta. Walczę z tym, aby nie czytać książek, kierując swą uwagę w stronę sesji i jej pochodnych tematów. Walczę z lenistwem i nadmiarem obowiązków, który zderza się z nim każdego dnia. Walczę wielokrotnie, walczę wciąż, czasem zwycięsko, zawsze ku zwycięstwu. Kupiłam książkę, znajdując chwilę wcześniej tanią księgarnię w Galerii Krakowskiej.
Na szczęście A., z którą mam zaszczyt mieszkać, również ma problemy ze snem. Idziemy oglądać film.
sobota, 14 stycznia 2012
Każdy dzień jest pewnym początkiem.
Biel za oknem wlewa się do mojego pokoju.
Białe ściany.
Biała półka.
Biała lampka.
Białe ściany.
Biała półka.
Biała lampka.
Lubię biel. Nie jeden raz porównywałam zimę do białej kartki. Pokrywający cały świat śnieg, tworzy dla nas białą, nie zapisaną kartkę, na której nasze życie znów może malować wielobarwne obrazy. Coś w tym jest. Nadchodzi nowy rok, nowe postanowienia. Pewne sprawy definitywnie chcemy zostawić za sobą, inne zdecydowanie rozpocząć. Kolejny raz.
Jedyna myśl: z wdzięcznością za przeszłość, z wiarą w przyszłość.
Czytam właśnie książkę pt. "Ołówek". Kiedy brałam ją do ręki po raz pierwszy, nie wiedziałam, nie byłam świadoma tego, że niedługo zobaczę całą półkę w Empiku zastawioną znajomą mi okładką. Moja przyjaciółka napisała do mnie: Przeczytaj ją. Docenisz życie.
Wczoraj miałam okazję wysłuchać jednej z najbardziej dotykających mnie konferencji w moim 22 letnim życiu. Dostrzegłam dzięki komuś wielką mądrość. Zrozumiałam coś co wydawało mi się nie do pojęcia.
Konflikty, kryzysy, rozłamy zawsze powstają i będą powstawać w relacji międzyludzkiej. Usłyszałam, że jeśli jakaś relacja czy to w związku, czy w przyjaźni nie przechodzi takich chwil, to pełna jest zakłamania. Im lepiej nauczymy się z nimi radzi, im więcej ich przebrniemy zwycięsko tym relacja ta będzie bogatsza. Usłyszałam tyle słów. I choć z pewnością nie będę potrafiła w najmniejszym stopniu tak precyzyjnie trafić w sedno ludzkich nieporozumień, to jednak chciałabym zacytować pewien fragment Pisma Świętego, który stanowi piękną radę pojednania. Fragment ten mówi o uzdrowieniu kobiety.
"On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę. "
Mk 1, 31
Zrobienie pierwszego kroku, otwarcie się na pogodzenie.
Podniesienie na duchu, miłe słowa, podnoszące słowa pojednania zamiast dołujących wyrzutów.
Ujęcie za rękę, czułość i bliskość przez to okazana.
A co stało by się, gdyby obie strony konfliktu potrafiły tę radę wdrożyć w życie...
Napisane dla http://www.amies-loin-de-soi.blogspot.com/
wtorek, 10 stycznia 2012
poniedziałek, 9 stycznia 2012
Zasypiam. Siedząc, leżąc, stojąc. W wannie, w kuchni, w pokoju, idąc korytarzem.
W czasie dyżuru zamiast przerwy na kawę podczas porodu, zrobiłyśmy przerwę w kawie na poród. Obiecałam to sobie zapamiętać. Utwierdzam się w moim wyborze.
Spędziłam piękne dni z Z. Zaprosiła mnie na wyjazd do Krakowa. Nikt, nigdy tego wcześniej nie zrobił. Zdobyłyśmy dwa wzgórza usypane w naszym mieście dnia dzisiejszego. Gdzieś w trakcie naszych wspólnie spędzonych dni, w kinie na Jana obejrzałyśmy film "W ciemności". Obraz drugiej wojny światowej dopełnił się. Wypiłyśmy kawę dla innych, czerpiąc z niej nie tylko przyjemność, jaką daje jej smak, ale tym razem również satysfakcję, jaką daje niesienie pomocy.
Spotkałam się z M.
Spotkałam się z A.
Kocham moich rodziców i rodzeństwo. Te tłumy niezmierzone.
Znalazłam dziś czas na więcej niż mogłam sobie zaplanować. Po 12 godzinnym, nocnym dyżurze poszłam na wykład na 8: 15 rano. Po powrocie do domu zjadłam obiad. Spałam. Posprzątałam cały pokój. Poukładałam w szafie. Wzięłam długą kąpiel. Myślę, że jestem z tego dumna. Już samo zjedzenie obiadu.
Dumna jestem z mojej siostry dziś najbardziej.
Na koniec piosenka, do niczego nie nawiązująca.
http://www.youtube.com/watch?v=SE8YaRTLTSsfac
W czasie dyżuru zamiast przerwy na kawę podczas porodu, zrobiłyśmy przerwę w kawie na poród. Obiecałam to sobie zapamiętać. Utwierdzam się w moim wyborze.
Spędziłam piękne dni z Z. Zaprosiła mnie na wyjazd do Krakowa. Nikt, nigdy tego wcześniej nie zrobił. Zdobyłyśmy dwa wzgórza usypane w naszym mieście dnia dzisiejszego. Gdzieś w trakcie naszych wspólnie spędzonych dni, w kinie na Jana obejrzałyśmy film "W ciemności". Obraz drugiej wojny światowej dopełnił się. Wypiłyśmy kawę dla innych, czerpiąc z niej nie tylko przyjemność, jaką daje jej smak, ale tym razem również satysfakcję, jaką daje niesienie pomocy.
Spotkałam się z M.
Spotkałam się z A.
Kocham moich rodziców i rodzeństwo. Te tłumy niezmierzone.
Znalazłam dziś czas na więcej niż mogłam sobie zaplanować. Po 12 godzinnym, nocnym dyżurze poszłam na wykład na 8: 15 rano. Po powrocie do domu zjadłam obiad. Spałam. Posprzątałam cały pokój. Poukładałam w szafie. Wzięłam długą kąpiel. Myślę, że jestem z tego dumna. Już samo zjedzenie obiadu.
Dumna jestem z mojej siostry dziś najbardziej.
Na koniec piosenka, do niczego nie nawiązująca.
http://www.youtube.com/watch?v=SE8YaRTLTSsfac
wtorek, 3 stycznia 2012
Wyprzedaż zimy.
"Wyprzedaż zimy" taki oto tekst widnieje na wielu ogromnych reklamach w mieście Kraków. Pewnie każdy, kto tu obecnie mieszka widział, choćby jeden taki. Ogromna, zaludniona każdego dnia po brzegi galeria ogłasza, iż wyprzedaje zimę. Ludzie nie zważając na to co im oferuje, na oślep kupują zapasy. Upychają do toreb, zabijając się w biegu po jeszcze kawałek.
I jak tu się dziwić, że na początku stycznia śniegu wciąż mało, a temperatura zera nie sięga?
I jak tu się dziwić, że na początku stycznia śniegu wciąż mało, a temperatura zera nie sięga?
niedziela, 1 stycznia 2012
Strasznie głośno, niesamowicie blisko
Strasznie głośno, niesamowicie blisko. Jonathan Safran Foer.
To o czym opowiada książka, w formie zgrabnie napisanego skrótu, zawierającego w sobie jednocześnie streszczenie jej treści i niedopowiedzianą historię, której zakończenia trzeba doszukiwać się brnąc przez kolejne jej kartki, wydawca umieszcza zazwyczaj na tylnej okładce. Są ludzie specjalizujący się w pisaniu takiego rodzaju obrazujących tekstów i chwała im za to. Ja wobec tego nie powielając ich pracy, która już przecież została nadrukowana, piszę o tym, co we mnie zmieniła ta książka. Bo zdaje się każdy przeczytany tekst... a zresztą nie tylko, każdy obraz, sytuacja, mieszanka uczuć i smaków, odciska w naszym życiu pewne kształtujące nas piętno. Chcę ponownie powtórzyć tytuł książki. Tytuł, który wydaje mi się wyjątkowy.
Strasznie głośno, niesamowicie blisko
Jak trafiła w moje ręce. Po wylądowaniu na lotnisku, J. zabrał mnie do swojego mieszkania w Rzeszowie. Był wieczór. Zadzwoniliśmy po G. i razem świętowaliśmy urodziny J. spacerując w deszczu po rynku. Następnego dnia, wybraliśmy się na spacer do nowo powstałej galerii handlowej, której wielkość przytłacza swym ogromem i brakiem okien, jak dla mnie. Oprócz sklepu zoologicznego z gadająca papugą, która nie odezwała się do nas ani słowem, galeria ta posiadała w mych oczach, tego dnia jeszcze jeden wielki pozytywny element. Księgarnię, z książkami o niskich cenach. Przyglądając się chwilę stoisku z przecenami, czytając w pośpiechu wyżej opisane streszczenia, wybrałam tę. Czytałam ją z zaciekawieniem, wieczorami opowiadając jej treść H. na dobranoc.
Książka ta to opis życia małego chłopca pragnącego pogodzić się ze śmiercią swego ojca, przepleciona z listami jego dziadka, adresowanymi do swego dziecka, którego nigdy nie poznał, oraz listami jego babci, porzuconej przez dziadka wiele lat przed narodzeniem ich wnuka. I choć być może brzmi to skomplikowanie to kolejna książka pisana w tak przeplatanym schemacie układa się z każdą następną stroną w jedną spójną całość. Każdy wers dopełnia obraz opowiedziany wcześniej, a także ten który zostanie dopiero opisany. Ponieważ większość jej tekstu wypełniają myśli małego chłopca ma niesamowity klimat, dziecięcego, niezwykle mądrego rozumowania dotyczącego jakże ważnych spraw. Kartki tej książki wyróżniają się także grą obrazów jakie tworzą, sprawiając wrażenie naocznego udziału w wydarzeniach rozgrywających się w niej. Wersy jednej ze stron dotyczące opowiadania jakiejś historii zaczynają się zbliżać do siebie, odległość pomiędzy nimi zmniejsza się z każdym następnym, dając w pewnym momencie efekt nakładania się kolejnych wersów, aż do stopnia zamazania ich treści i zlania w czarną plamę w rzeczywistości przecież przepełnioną treścią, której jednakże nie da się odczytać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)