czwartek, 27 lutego 2014

Jak zwykle na wschód

Wracam dziś do domu. Od rana czuję z tego powodu szybsze bicie serca. Tysiąc razy sprawdziłam już czy mój bilet jest na dziś i czy o godzinie, o której spodziewam się zastać autobus na dworcu. Spakowałam jak najmniej rzeczy, jadąc z pustą walizką będę mogła znów jak najwięcej domu i miłości w nim skrytej zabrać na zachód ze sobą. Uruchomiłam całe możliwe wsparcie by nie wyjść dziś z pracy po godzinach, co mogłoby przyczynić się do spóźnienia na to jedyne i wyjątkowe połączenie Opola ze Stalową Wolą. Nie mogę się już doczekać, uwierzyć też nie mogę i nie uwierzę dopóki nie zobaczę szerokich ulic mego miasta. Praca dziś będzie dla mnie ciężka, będzie oczekiwaniem i tęsknotą do tego co tam, wymagającym ciągłego skupienia na tym co tu. 

piątek, 14 lutego 2014

Katowice

Jadę dziś do Katowic na konferencję położniczą. Powoli staje się to znów dla mnie normalne. W przeciwieństwie do początków mojej pracy w tym zawodzie, kiedy to natłok zdarzeń sprawiał, że nawet czytanie "Akuszerki", która jest przecież powieścią, wieczorami wydawało mi się znaczną przesadą. Jadę więc, zdobywać wiedzę, co ostatnimi czasy jest nieodłącznym elementem mojego życia. Tym razem już nie z perspektywy studentki, ale osoby podbijającej się pod wykonanymi czynnościami własną pieczątką. I dobrze, ze do Katowic, do których brak mi sentymentu. Gdyby to był Kraków, wysiadłabym i została. 

czwartek, 13 lutego 2014

D. była u mnie. Spędziłyśmy razem trzy dni. Trzy dni wolne od pracy, a jednak moje myśli wciąż do niej wracały, rozmowy nieustannie nawiązywały do trudów położnictwa. Zwiedziłyśmy Opole. D. równie zgodnie ze mną określiła je jako śliczne miasto. Spacerowałyśmy po starej, najbardziej urokliwej jego części, którą mam zaszczyt zamieszkiwać, spełniając jednocześnie odwieczne marzenie mieszkania w kamienicy. Spacerowałyśmy nad opolską Wenecją, po wyspie Bolko. Siedziałyśmy na molo nad zamarzniętym stawem. Piłyśmy kawę w ukrytej w podziemiach kawiarni. Gotowałyśmy razem obiad. Wszystko to tworzyło wspólne życie, którego brakuje mocno już zaraz po pożegnaniu na dworcu autobusowym, z którego to D. ruszyła w drogę do naszego domu na Podkarpaciu, a ja powoli wróciłam w ten mroźny wieczór do pustego pokoju hotelowego. Nie przywiązuję się jednak do tej pustki, do odległości, do życia w hotelu, bez własnego przedpokoju i kuchni. Nie snuję planów. 

poniedziałek, 10 lutego 2014

Dziś największym mym szczęściem jest to, że jutro przyjedzie do mnie D. Bo nie ma większej miłości. Bo siostra to coś o wiele więcej. Bo to czysta miłość.

wtorek, 4 lutego 2014

Proste, codzienne zdarzenie.

"Nie wiadomo, jak długo trwałoby to kurtuazyjne oczekiwanie, gdyby nie Miriam, która pozdrowiła Eliszebę pozdrowieniem pokoju, a słowa jej, zwyczajne i proste, okazały się w skutkach wydarzeniem niezwykłym, wybiegającym daleko poza powszedni zwyczaj powitania. Jest to jeszcze jeden dowód na to, że cudem jest nie tylko wskrzeszenie zmarłego czy uleczenie ślepca ślepego od urodzenia, ale może nim być również proste, codzienne zdarzenie, które z przyczyn głębokich, lecz niedostrzegalnych dla ludzkiego umysłu otwiera przed człowiekiem widok w głąb spraw niedocieczonych." 
R. Brandsteaetter "Jezus z Nazaretu" 

sobota, 1 lutego 2014

Wstaję o piątej trzydzieści rano. Klękam. Modlę się. Oddaję moje oczy, myśli, ręce, serce, wiedzę i umiejętności. Oddaję wszystkie kobiety i nowe życia tlące się w nich pod opiekę doskonalszą od mojej. To Bóg stoi u bram życia. Oglądam wieczorami "Call the midwife." Odnajduję tam pasję, powołanie, zaufanie, oddanie. Widzę tam młodą położną w niebieskiej sukience, podobnej do mojej. Widzę jej starania, słyszę jej myśli wypowiedziane z perspektywy czasu głosem starszej kobiety. Ktoś zapytał czy nie dość mi "pracy w pracy", a ja myślę, że położnictwo to więcej niż praca.