sobota, 21 maja 2011

Hey

Zapamiętać chcę sposób w jaki mówiła z wielkiej sceny: "Dziękujemy Wam. Naprawdę."
Pięknie to mówiła.
A basy pomagały bić memu sercu.

piątek, 20 maja 2011

Granatowe niebo. Lubię kolor granatowy.

Burza.
Grzmi. Błyska.
Granatowe niebo stanowi teraz tło dla tego co przede mną. Dla mojego komputera- obecnego narzędzia mojej pracy. Dla lampki nocnej w kolorze białym. Dla dwóch białych kubków z białymi łyżeczkami, z porcelany. Dla pojemników wypełnionych po brzegi długopisami. Dla czerwonej kartki z czerwonym, wyklejanym kryształkami, sercem. Granatowe niebo wypełnia  po ramy moje okno na świat. Burza. Straszy swym donośnym grzmieniem. Ja jednak nie zamykam okna. Straszy jasnymi gromami przeszywającymi niebo.

Ja jednak nie zamykam okna.

Muszę zaplanować sobie najbliższe dwa miesiące. Rozłożyć odpowiednio wszystkie obowiązki, na każdy z nich przeznaczając odpowiednią ilość czasu. Muszę... Chcę.

poniedziałek, 16 maja 2011

Kolejny punkt na mapie.

Poznań. Podróż ta została zaplanowana już pięc lat temu. Nadszedł na nią odpowiedni czas. Kupiłam bilet na pociąg do Poznania. Daleka podróż. Podróże kształcą. Obserwacje ludzi i osobowości podczas tych kilku godzin spędzonych w pociągu.Gdybym więcej podróżowała pociągiem, napisałabym książkę z pozycji jednego z pasażerów przedziału ośmio osobowego. Podróż. Poznań główny, jej celem. Nie. To tylko miejsce, w którym od pięciu lat mieszka cel mej podróży. Na dworcu ramiona osoby, z którą dawniej spędzałam tak wiele czasu, dziś zabranego nam przez tysiące kilometrów. Chłonęłam to miasto idąc jego ulicami, jadąc tramwajem, zwiedzając, obserwując, słuchając, wznosząc głowę w górę. Kolejny punkt na mapie. Kolejna pamiątka z podróży. Piękny rynek, w stylu całkiem odmiennym niż ten krakowski. Tak piszę tu, chociaż prawdę mówiąc nie mam o tym profesjonalnego pojęcia. Najbardziej urocze wydały mi się wąskie, kolorowe kamieniczki stojące na środku tego rynku. Nie mogłam się oprzeć i wybrałam sobie jedną z nich, na moją własną. A. została moją sąsiadką, lub ja jej. Na rynku to, na co czekałam od dawna. Koziołki. I grupowe: "Ach...", wypowiedziane na nieistniejące trzy, cztery. Bodły się koziołki. Następnie kramiki, stragany, pierścionki, kolczyki, karteczki, breloczki... Poznań. Stary Marych, postac stworzona podczas audycji radiowych. Bamberka, która do końca życia będzie mi się myliła z bawarką. Rogaliki marcińskie, coś tak pysznego, że nie warto opisywać, natomiast bez wątpienia warto zjeść na przekór własnym postanowieniom. Malta i tory oraz okazałe podia. Stary browar i jego niezwykle klimatyczny wygląd zarówno zewnętrzny jak i wewnętrzny. (...) To tylko materialne ramy tego co tworzyło moją podróż do Poznania. Powrót do naszych dawnych razem spędzanych dni, do naszego szczęścia przyciągania ludzi dziwnych, do wspólnego przemierzania wielkich miast, do wspomnień przywróconych poprzez obraz z czerwonym winem w tle.
Zaznaczam kolejny punkt na mapie.
Dziękuję za ten piękny zanik kilometrów.

poniedziałek, 9 maja 2011

"Chodźcie zwłaszcza wy ludkowie."

Każdego dnia mojego życia uczę się czegoś nowego. Wciąż jeszcze wiele mi brakuje. Wiem to. Taka długa lekcja życia. Dzień upływa za dniem. Spisuje, krótkie sporawozdania o każdym z nich, robiąc codzienny, lub obejmujący kilka dni wstecz, rachunek sumienia. Moje życie. Przemyślenia zajmujące moją głowę, targające duszą i kształtujące spojrzenie na świat zmieniają się zależnie od ilości słońca na niebie, pory dnia, ulotnej chwili. Mocny wiatr daje nadzieję, innym razem zabiera ją całkiem. Dobrze to, czy źle? Coś co wydaje się ważnym celem, po chwili staje się błahe i tak niewiele warte.Wciąż utrzymuję, że zbyt wiele rzeczy niepojętych dla nas na tym świecie. Po co wiec zbytnio się w nie zagłębiac? Walka z wiatrakami. A może wiatraki to kwiaty kwitnące na pięknej łące? Jak to Hania kiedyś powiedziała, że życie to puzzle. To chyba tyle.
I zastanawiam się kim ja właściwe jestem?
Tylko niebieski dach nieba daje mi wciąż poczucie wiecznego bezpieczeństwa.

http://www.youtube.com/watch?v=MvEKc7zy3Fc&feature=related

Haftowałam zakładki do książek, dla tych moich dwóch lustrzanych odbic.

Co innego pacha nas do przodu jeśli nie wyzwania?

"Jakie słowa ukołyszą moją duszę, moja przyszłośc..."


Czuje ten wiatru pęd...

piątek, 6 maja 2011

Dedykuję ją Eli.

I wysyłam wszystkie ciepłe myśli w podziękowaniu za znalezienie, nie odnalezionej piosenki. Za umiejętność chodzenia zawiłymi ścieżkami mojego myślenia.
Darling, darling ...

czwartek, 5 maja 2011

Kolejny wieczór. Kolejna książka.
Nie. Nie przeczytałam jej od wczoraj. Raczej od wakacji po pierwszym roku.
Dostrzegłam ją u mojej towarzyszki praktyk, podczas odbywania ich na sali porodowej. Z powodu braku własnej książki przeczytałam fragment tej. I tak od tamych wakacji sięgałam po nią niejednokrotnie, dziś wieczorem kończąc na 323 stronie.

"Coma"  Robin Cook, 1977 r.

środa, 4 maja 2011

93 strony.

Monika Szwaja "Nie dla mięczaków."
Warszawa 2011.
Jeśli miałabym uzasadnic wybór książki, nie okaże się on chyba zbyt interesujący. Kupując wiersze dla dzieci, w jakże pięknie ilustrowanym wydaniu, dostałam ją w prezencie z okazji 'Światowego Tygodnia Książki 2011'. Prezentodawcą był empik. Niemniej jednak podarunek ten, wyciągnięty spod lady, przyniósł mi wiele szczęścia. Od jakiegoś czasu, mam bowiem w głowie, projekt tworzenia własnej biblioteczki. Mój księgozbiór składa się obecnie w większości z książek o tematyce położniczej, co jednak z upływem czasu postaram się zmienic.
Wciąż, na przekór moim planom, uwielbiam pożółkłe kartki bibliotecznych książek. Historie ludzi, którzy ją czytali, łączące się w jedność nadającą tym książkom coraz większe znaczenie. Uwielbienie to stanowi biegun przeciwny.
Cieszę się, że autorką tej książki była kobieta. Kolejna kobieta wśród autorów. Kobiety czyta się całkiem inaczej niż mężczyzn. Czy tylko ja zauważam tę różnicę? Nie oceniam tu wartości słowa pisanego przez która kolwiek z płci. Po prostu zauważam różnicę.
Jestem kobietą.
Chciałam tu sobie jeszcze napisać, że była to pierwsza książką zakładana moją zamówioną metalową zakładką, a w związku z napisaniem tego co miało byc napisane, wkrótce sama byc może stworzę zakładkę z zielonego materiału, który dostałam od babci.




" Pamiętaj, gdybyś chciał pogadać z kimś niezaangażowanym, zawsze możesz do mnie zadzwonić."
 Nie dla mięczaków. Monika Szwaja  

" Gdyby zmieniła zdanie, pokój  byłby potrzebny jako jej gabinet, pracownia, świątyńka dumania czy cokolwiek."
Nie dla mięczaków. Monika Szwaja

Spacerując z T. uliczkami starego miasta natrafiliśmy na targ starych książek. Od razu do głowy przyszło mi jedno, jedyne pytanie: Czy ma Pan "Szachistę" Łysiaka? Opowiedział, że tak, ma, w bardzo dobrym stanie. Kupiłam ją za jakieś grosze, ciesząc się cennym dla mnie nabytkiem, z pożółkłymi kartkami, w niesamowicie dobrym stanie.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Może być bez tytułu.

Tak się złożyło, że jestem i patrzę.
Nade mną biały motyl trzepoce w powietrzu
skrzydełkami, co tylko do niego należą
i przelatuje mi przez ręce cień,
nie inny, nie niczyjkolwiek, tylko jego własny.

Na taki widok zawsze opuszcza mnie pewność,
że to co ważne
ważniejsze jest od nieważnego.

W. Szymborska.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Stanowczo za mało.

Książka.

     Kiedy ostatnio wytężyłam swoją pamięc licząc książki jakie w życiu przeczytałam ze wstydem błagałam gdzieś podczas liczenia, aby w końcu zabrakło mi palców. I mimo, że nie brałam pod uwagę lektur. Mimo, że z czasem przypomniało mi się jeszcze kilka, które dołączają do tej listy, wciąż jest ich mało. Jak na uwielbienie czytania. Jak na 22 lata życia. Wypowiedziałam mój wiek. Wypisałam go. Przeraziłam się. Wracam do książek.
     Kiedy ostatnio przyjechałam na lotnisko jedynym nocnym busem, który wyjechał o 2:30, i uświadomiłam sobie, że lecę za 6 godzin - kupiłam książkę. Nie licząc moich położniczo- ginekologicznych książek to była pierwsza cywilna jaką sobie kupiłam. I nawet nie do końca sobie, bo też dla T. Dlaczego spośród tych nielicznych kupiłam właśnie tę? Może dla błyszczących liter na okładce, może dla nazwisk: Coben, King którymi podpisane zostało kilka słów, stawiających ją w jasnym świetle, może dlatego, że napisała ją kobieta.

Mroczny zakątek, Gillian Flynn.

Dziś wstałam wcześniej, żeby przeczytac jej ostatnie kartki, bo wciąż odciągała mnie od koniecznych teraz moich obowiązków pisania i pisania. Przeczytałam. Zakładając ją zakładką, otrzymaną od mamy, która jako jedyna wzięła udział w konkursie na zakładkę, kiedyś ogłoszonym przeze mnie.
Dziękuję za nią.

sobota, 16 kwietnia 2011

Kwestia wrażliwości.

Całe nasze życie polega na budowaniu.
Nawet jeśli coś się burzy, to po to, żeby coś nowego wybudować.

czwartek, 14 kwietnia 2011

"Zakaszlałam głośno tylko po to, żeby usłyszeć jakiś ludzki głos."
Mroczny zakątek. Gillian Flynn.

środa, 13 kwietnia 2011

Jechałam dziś, tramwajem o zielonych krzesłach.

    Poprzedniego dnia wypiłam dużo płynów, wstałam rano, zjadłam śniadanie, pojechałam do Instytutu, wypełniłam ankiete, nawet pobrali mi krew, aby oznaczyc poziom hemoglobiny, siedziałam w kolejce, podwinęłam rękaw i ... zostałam niezakwalifikowana z powodu zbyt niskiego ciśnienia krwi.



    Kiedy usłyszłam 'Kobiety górą'- uwierzyłam, że dziś mogę zrobic coś naprawdę dobrego. Trzecie podejście. Rzeczy, na które bardzo się czeka, czasem mogą się nie wydarzyc. Ale dziś, pomyśłałam- uda się. Tu przecież chodzi o życie ludzkie, a nie o moje własne szczęście. Uda się na pewno. Byłam taka szczęśliwa. Dumna jak dziecko,które pierwszy raz może samo pojechac gdzieś autobusem. Przynajmniej moje wyobrażenie o takim dziecku. 'Kobiety górą.' Ile mocy miało w sobie to zdanie.Wszytko wyglądało tak jak miało wyglądac. Odczekałam pół roku, poprzedniego dnia wypiłam dużo płynów, wstałam rano, zjadłam śniadanie, pojechałam do Instytutu, wypełniłam ankiete, nawet pobrali mi krew, aby oznaczyc poziom hemoglobiny, siedziałam w kolejce, podwinęłam rękaw i ... zostałam niezakwalifikowana z powodu zbyt niskiego ciśnienia krwi.
Kiedy siedziałam wraz z innymi, czekając na nabranie sił przez kobiety, którym towarzyszyłam, Pani zajmująca się robieniem kawy dla tych bohaterów zaproponowała, że mi też zrobi, żebym nie siedziała taka smutna. Chwilkę później jeden z mężczyzn, popijających tak jak my kawę z plastikowego kubeczka położył przede mną stos czekolad mówiąc- To dla Pani. Prosze je zabrac inaczej będę musiał je wyrzucic. Po tym, jakże miłym geście, kobieta robiąca kawę podsumowała mnie mówiac: No to widzi Pani, prawie wszytko już Pani ma. Stanowczo zaprzeczyłam, zdziwiona podejrzeniem o taki płytki motyw oddania 450 ml siebie.


"Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest;
nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi" 
Jan Paweł II

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

'Przestawiam zegarki.'

Nie potrafię zrobić nic produktywnego. Siedzę godzinami bezczynnie szukając coraz to nowszych, pilnych zajęc takich jak zaparzenie kawy, wykonanie kolejnego telefonu, obejrzenie galerii obrazów. Ciąży nade mną obowiązek napisania kilkudziesięciu stron zwartego, logicznego tekstu, do którego na dodatek muszę byc tak święcie przekonana, że będę w stanie go obronic. Zegar tyka. Oszukuję czas. Przestawiam zegarki. Dni jednak płyną nieubłaganie. Nie potrafię kompletnie zorganizowac sobie czasu. Nawet skrupulatne pisanie dziennika, w bordowej okładce, który miał patrzeć na mnie z góry, nie pomaga. Miał byc moim codziennym rachunkiem sumienia. Posumowaniem dnia. Jest, a mimo to czas wciąż ucieka mi przez palce nie wiadomo kiedy. I już za oknem latarnia musi oświetlac ciemność nocy, już zegarek zaczyna swój cykl od zera na początku, już Kopciuszek dawno uciekł z balu... Praca. Praktyki zawodowe, aby wszytko było nazwane zgodnie z prawdą, nie daje mi satysfakcji, która nadała by sens dniom spędzanym w mieście z dala od rodziny. Chciałam przez to powiedzieć, że tęsknie za domem, i że na horyzoncie malują mi się same trudności związane z wygospodarowaniem czasu na drogę do jedynego, prawdziwego, mojego domu. Czytanie książek, które zawsze kochałam, choc z powodu mojego grzesznie wolnego czytania, praktykowałam od święta, teraz pochłania mnie zupełnie. Wciąż nie mogę, tak jak większość przykładnych mieszkańców Krakowa, czytac w tramwaju, co bardzo utrudnia całą sprawę. Ona czyta już 68. książę, ja wciąż tę samą. Bo nie jestem Krakowianką. Przestałam też słuchac muzyki jadąc tramwajem, tramwajami. Wsłuchuje się w muzykę tworzoną dźwiękami miasta. Wyobrażam sobie postac Augusta Rush'a. Jak dobrze, że D. nagrała mi kilka filmów nakręconych w domu, które mogę oglądac godzinami słuchając jak Hania mówi wierszyk na dzień babci: "Dziękuje".
Jestem tu sama.
Dlaczego?
W jakimś celu.

niedziela, 10 kwietnia 2011

wątłe źdźbło trawy
'Wszystko to co mam
Podaruję Ci jeżeli chcesz
Pustą walizkę i brak planu B

Mój cały świat po prostu sobie weź.

Jak dobrze, że jesteś tu.'

T. Makowiecki.

sobota, 9 kwietnia 2011

Ratuj mnie.

Myśl.

Cytat z dnia dzisiejszego. Wypowiedziany przy okazji zakupu wyjątkowej zakładki do książki. Następnie przytoczony, wyrwany z kontekstu, ubrany w inne wyrazy oddające tę samą myśl.
Wraz z podkładem muzycznym.


"Jeśli masz w sobie piękno, to nie perły i rembrant."



Muszę to napisać.

Na trójkącie bermudzkim wieje niemiłosiernie.
Zawsze.
I jeszcze ta droga pod górkę.

Czarne chmury zbierają się nad miastem.

piątek, 8 kwietnia 2011

Na niebie.

Na niebie koloru, który nie został nazwany od początku dziejów tego świata, fruwa kremowy gołąbek. Z deszczu pereł została tylko jedna. Deszcz pada tylko podczas specjalnych okazji przybierając niezwykłe formy i kształty, kolory i odcienie. Inna z kropli tego deszczu zastygła na zawsze przeobrażając się w kryształ. Bliżej serca, na tle tego samego koloru dwa symbole miłości. Jeden z nich zwieńcza to miejsce od sześciu lat. Znalazł się w nim dzięki niezwykłej przyjaźńi i pytania zadanego w liście. O tej porze roku, którą teraz mamy znalazł tak mocne fundamenty iż niezmiennie od tylu lat chroni ten niezwykły świat, który go otacza. Wraz z nim trzy słońca rozświetlają życie. Przyjaźń, z granatową łezką szczęścia. Miłośc dwóch dusz splecionych w jednośc. Drugi z symboli miłości wraz z inną symboliką skrywają w sobie tę wiarę. Sznurek z trzema węzełkami, a każdy z nich ma swe tajemne znaczenie. Gdzieś powyżej, na tym samym niebie znów lata gołąbek. Z drewna tym razem, usiał na jednym z węzełków i patrzy na świat z wysoka.
A ziemia pod stopami tego nieba, w kolorze nienazwanym, cicho żyje w rytmie bicia serca.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Teatr.

Wiadomość o zmianie planów. Zamiast spaceru nad Wisłą. Bilety do teatru. Czy może być coś bardziej wyjątkowego? Niespodziewanie spełnia się marzenie, od dawna nie spełnione z wielu zawikłanych powodów. Plakaty obwieszczające światu o licznych spektaklach, przedstawieniach i innych wydarzeniach kulturalnych– na każdym rogu ulicy. Teatr. Najdostojniejszy w tym mieście. Teatr, ludzie w eleganckich strojach, bogate zdobienia, wielka scena, czerwone materiały, brawa, gongi, ciężka kurtyna. Podekscytowanie. Kremowa sukienka z granatowym haftem, powiewa na wietrze, który wzbudziłby niepokój u niejednego żeglarza. Buty w kolorze haftu. I torebka, konieczna podczas wyjścia do teatru, o czym nauczyła mnie pewna Pani, gdy miałam zaledwie 11 lat. Spotkanie przed gmachem swą architekturą zdobiącym to miasto. Towarzystwo pięknych Pań. Loża o numerze 12. Sala wzbudzająca zachwyt.

Sztuka zatytułowana: "Iwona, Księżniczka Burgunda", napisana w 1935 r. przez W. Gombrowicza. Przedstawiona przez aktorów Teatru Śląskiego im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach, którzy odebrali należące się im liczne brawa.
Sztuka dająca wiele do myślenia i pozwalająca na szaleństwa w sferze jej interpretacji i rozważań.

A co zadziwiające było w tym oto przedstawieniu to kolor włosów bohaterki, wyróżniający się na tle czarno białych scen.

Dziękuję J. za ten wspaniały wieczór. Dziękuję M. za bilety do teatru. Dziękuję pięknym Paniom za towarzystwo.

wtorek, 5 kwietnia 2011

Myślę, że powinnam napisac o doświadczeniach, których nidzie, w żadnym innym miejscu nie zdobędę. O sytuacjach, w których już nigdy się nie znajdę. O tym co wzbudza we mnie uczucia, które każą zwrócic większą uwagę na każde słowo, gest, zachowanie. O ludziach tak bardzo dalekich od tego co uważamy za normę.
Kim my, wytyczający te normy, jesteśmy? Spoglądamy na siebie znacząco widząc, jak oni zapominają o szacunku.
Boję się. Często boję się tego wielkiego zagubienia. Odejścia od rzeczywistości. Przekonania do tego co się mówi, myśli, wie. Przekonania do rzeczy tak mocno odbiegających od realności. Osamotnienia. Braku krytycyzmu. Młodego wieku wielu z nich. Zmiejszenia wartości człowieka. Zamknięcia.
Coś co wczoraj wydawało mi się niesamowite, dziś przeraża swą realnością.
Poraz pierwszy w życiu widziałam dziś.
Każde spostrzeżenie uważam jako cenne i zapamiętuję je, aby móc byc może lepiej zrozumiec cokolwiek. Dostrzec coś. Byc uważną. Wiedziec.
Wróciłam. Znów. I będę tam znów. Tu będziemy też. I tyle jeszcze miejsc na tej ziemi...

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Niesamowite

Niesamowite podobieństwo w każdym aspekcie tego wydarzenia.
A. Jolie w filmie "Ostatnia lekcja muzyki" i dzisiejsza biała królowa.