sobota, 19 listopada 2011

Mimo tego, iż dostałam mój kalendarz, w którym chciałam porządkować sobie życie tak bardzo zabałaganione, zapomniałam o najważniejszej rzeczy. Zawiodłam się na sobie.
Kocham Cię Dorotko.

czwartek, 17 listopada 2011

"- Widzisz, przyszło mi to do głowy tej nocy - odezwał się w końcu Dwukwiat. - Pomyślałem... no wiesz... chodzi o to, że podróże i oglądanie jest wspaniałe, ale przyjemność to także to, że się gdzieś było. Rozumiesz, układanie obrazków w albumie i wspominanie wszystkiego. 
- Naprawdę? 
- Uuk? 
- Tak. Najważniejsze we wspomnieniach jest to, żeby potem mieć się gdzie zatrzymać i tam je wspominać. Rozumiecie? Trzeba kiedyś przestać. Człowiek nigdzie naprawdę nie był, póki nie wróci do domu. Chyba o to mi właśnie chodzi."

środa, 16 listopada 2011

Spotkało mnie dziś wielkie zaskoczenie kiedy wysiadając z tramwaju na mojej pętli zobaczyłam na niebie miliony kolorowych iskier. To chyba było dla mnie. 

poniedziałek, 14 listopada 2011

Legendy wawelskie.

Wraz z Hanią zwiedziłyśmy wystawę ilustracji do legend wawelskich, która była owocem konkursu na tenże temat. Wystawa mieści się w Centrum Wystawowo - Konferencyjnym w Zamku Królewskim na Wawelu. Z wielkim zaciekawieniem oglądałyśmy najrozmaitsze sposoby ukazania scen z legend. Ciekawym elementem wystawy były wielkie, pluszowe fotele królewskie, oraz równie miękkie puzzle w kształcie smoka wawelskiego ułożone na środku sali. Hania mogła na nich usiąść a ja czytałam jej legendy, których ilustracje dotyczyły.
Kiedy dowiedziałam się o wyżej opisanej wystawie, postanowiłam zabrać na nią moją siostrę. Z lekkim niepokojem zdałam sobie sprawę, że w gruncie rzeczy znam mało legend związanych z Krakowem. Idąc, z tym oto niepokojem w sercu, do księgarni kupiłam dla Hani, dla siebie książeczkę pt. Legendy starego Krakowa. Nie wiem jak to się stało, ale wysiadając z tramwaju kilka przystanków dalej, zorientowałam się, że niepostrzeżenie przebrnęłam przez ponad połowę jej stron. Kiedy szłam Hanią przez rynek mogłam opowiedzieć mej siostrze o legendarnej historii powstania dwóch wież.

niedziela, 13 listopada 2011

Zrobiło się tak cicho.

Zrobiło się tak cicho. Hania, która towarzyszyła mi przez ostatnie trzy dni wyjechała. Zostawiając kilka dziecięcych rysunków, aniołka nad moim łóżkiem i trochę zmęczenia we mnie. Tęsknoty, która nigdy nie znika, także. Mogłam dziś spędzić chwilę z moimi siostrami. Dziękuję. Byłyśmy z Hania we dwie, dla siebie, tylko, na wyłączność przez te dni. Musiałam nieustannie zapewniać jej bezpieczeństwo. Zadbać o chore gardło, robiąc syrop, z domowego przepisu. Nakarmić me dziecko. Zabrać w miejsca nieznane. Rozmawiać choćby o kolorze skarpet, tłumaczyć kto mieszka w zamku królewskim, wyjaśniać jak ważne są ciepłe rękawiczki w mroźny dzień.
Uwielbiam być siostrą.
coś muszę zrozumieć, z czymś się pogodzić, komuś pomóc, być po prostu, towarzyszyć, dać to co mogę dać.

środa, 9 listopada 2011

Hania

Jak niesamowita miłość łączy mnie z tym dzieckiem najmniejszym. Na sam dźwięk jej kroków cieszę się z jej przyjścia. Tak opisywał to autor Małego Księcia. To jednak coś więcej. Oprócz radości już czuję, że chronię ją całym moim życiem, że daję jej samą sobą przykład, że jestem dla niej niezależnie od wszystkiego. Nie mogę doczekać się dźwięku jej głosu, jej uśmiechu. Obecności. Spojrzenia na nią kiedy śpi. I tego uczucia kiedy ją widzę i nie, że taki cud spotkał mnie na tej ziemi.

Chcę napisać chwilę dłużej.

      Przy idealnych dźwiękach pianina piszę więc tu skoro taka potrzeba zrodziła się w mojej głowie, w moim sercu.
      Mieszkam w Krakowie. Nie w domu, a w mieszkaniu, po raz kolejny zwracając uwagę na znaczenie słowa dom. Mieszkanie to stało się najbardziej idealnym dla mnie pozornym domem, z kuchnią pełną ludzi, z kolejkami do łazienki i miłym "cześć" rozbrzmiewającym w całym mieszkaniu gdy ktoś pojawia się w progu. Tego mi było trzeba. Tego oto. Mieszkam w Krakowie ponieważ tu studiuję. Wybrałam to miasto dawniej niż trzy lata temu i wybór ten do dziś nie spotkał się z jakąkolwiek myślą przesiąkniętą wątpliwościami. Miasto i jego piękno miałam zaszczyt dziś podziwiać spacerując plantami. Podziwiam je każdego dnia. Podziwiam idąc i jadąc tramwajem obserwując jak z nowych osiedli pełnych bloków przeradza się w stare kamienice - niewątpliwe dumy historii architektury. Za czas studiów dziękuję i doceniam go. Postaram się być za niego wdzięczna, bez żalu, że to już koniec, wtedy gdy on nastąpi. Postaram się w tak dojrzały sposób wyrazić mą wdzięczność. Dziś jednak cieszę się ze zniżek studenckich. Z obwarzanek krakowskich jako głównego dania. Z barów mlecznych. Z problemów w dziekanacie. Z pisania notatek. Z całego uroku tego czasu. A co jeszcze? W czwartki wieczorem mijam Teatr Bagatela i idę sama by znaleźć się wśród wielu. Jem, słucham, rozmawiam. Wzbogacam się jednym słowem. Cóż może dać człowiekowi więcej niż kontakt z ludźmi? Nic chyba z rzeczy ziemskich nie jest obfitszego w dary, których nazwać nie potrafię. Ludzie są wszędzie dookoła, ale zbyt szybko chodzą, mają zbyt obojętne wyrazy twarzy, są zbyt milczący. Są często dla siebie, a nie dla siebie nawzajem. Uśmiecham się więc.
      Wczoraj wieczorem w wielkiej i pięknej sali Auditorium Maximum byłam uczestnikiem koncertu zatytułowanego "Miłość mi wszytko wyjaśniła". Niezwykłe połączenie orkiestry smyczkowej, jazzowej, kapeli góralskiej, wokalistów oraz wieloosobowego chóru. Dziś jadłam obiad, piłam kawę z syropem pistacjowym. Niedawno tak w naszym, to znaczy moim i A. pokoju i kuchni zorganizowałyśmy kobiecy wieczór. Tak wiele daje mi obecność każdej z Was. Kiedy ostatnio byłam w Stalowej Woli mój brat zabrał mnie na koncert smyczkowy, który odbywał się w auli szkoły muzycznej. Nie ubrałam się na niego w sukienkę. Zaraz po nim zawiózł mnie do klasztoru, gdzie w jego urokliwych podziemiach zwanych "Przystanią" odbywał się wieczór poetycki "Odrobina łagodności", cały ubrany w jesienny nastrój. Liście pod stopami i muzyka brzmiąca aż do mojego serca.
      Czekam na piątek.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Zmieniło się dużo w moim życiu.



Zmieniło się dużo w moim życiu.
T. poradzimy sobie z tym, prawda?
Czas inaczej biegnie, życie inaczej się układa. Nie wiem jak i dlaczego. Po prostu.
Niedługo będziemy blisko.

niedziela, 6 listopada 2011

Niedziela

Jakaś Ty dzielna.
Nie. Dziś nie jestem dzielna. Dziś jestem niedzielna. Dziś jest niedziela.

środa, 2 listopada 2011

Macierzyństwo

Macierzyństwo Heidi Bratton.

Z istotnych dla mnie powodów wróciłam do czytania książek rozwijających mnie zawodowo. Wiedza ta jest również cenna w życiu. Wychodząc ze spotkania w ramach kursu alfa minęłam stół, na którym znajdowała się biblioteczka. Kiedy wcześniej słyszałam o możliwości wypożyczenia książek, stanowczo stwierdziłam, że nie mam czasu na ich czytanie. Studia, pomyślałam. Spoglądając jednak na nie, zobaczyłam kobietę w ciąży na okładce jednej z nich i dlatego zwróciłam się ku niej. Termin zwrotu: do następnego spotkania, które ma odbyć się za tydzień lub do ukończenia kursu. Schowałam ją do mojej torebki. Cztery dni później ku mojemu zaskoczeniu dotarłam do ostatnich jej stron. Dzięki temu zbliżyłam się o krok do jednej ze stron mojego zawodu.

"Macierzyństwo nie było i nie jest podobne do niczego, co sobie wyobrażałam. Jest czymś o wiele trudniejszym. Jest czymś lepszym. Nie można go zaplanować ani go sobie zorganizować. Jest jednocześnie chaosem i źródłem pokoju."
Macierzyństwo Heidi Bratton.

wtorek, 1 listopada 2011

Co rodzi ta. która rodzi dziecko?
Rodzi przyjaciela kota i żaby;
Rodzi ogrom wszelkiego bogactwa;
Trochę piękna w dziecinnym łóżeczku;
Rodzi schronienie dla rzeczy niebiańskich
Przez śpiew i śmiech całego rodzeństwa
Gdy nadchodzi cichy, wesoły zmierzch -
Przedsionek nieba -
To daje światu ta, co rodzi dziecko.

Heidi Bratton

środa, 26 października 2011

Kino

Byłam dziś w kinie. Takim starym, kinie na rynku w Krakowie. Na randce. Z dziewczyną. Z dziewczyną o takich samych problemach jak ja. Pomalowałam się dla niej. Obejrzałyśmy film siedząc na niebieskich siedzeniach. Film ten staje się pierwszym elementem w moim kulturalnym rozwoju w tym mieście od dziś.

niedziela, 23 października 2011

Jestem w Krakowie i odkąd przekroczyłam próg mojego mieszkania tu, mą duszę zalała ta pewna obojętność. Usłyszałam głos w słuchawce. Upewnił mnie, że nic i nikt nie znika. Po prostu oddala się zmieniając formę porozumiewania. Kolejne obojętne mi mieszkanie stworzyło pozory domu. Chyba w najlepszy sposób. Obowiązki, każą pogrążyć się w książkach i kserówkach. Zatopić w swym życiu studenckim, za które każdego dnia dziękuję.

I właśnie przeczytałam w komentarzach na jednym z blogów, zdanie które wobec tych zmian miejsca mojego życia, znaczy więcej niż wiele.

"Nie urodziłeś się drzewem. Jeśli nie chcesz być tu gdzie jesteś, po prostu idź tam, gdzie będziesz czuł się dobrze." 
Nienawidzę niedziel. Ciemno, ponuro, zimo. I jeszcze przede mną długa droga do Krakowa. Zostawiam mój dom. Pokój i rodzinę. Całuję Hanie. I gdybym tylko mogła za każdym razem robiąc to wszytko płakałabym rzewnymi łzami. Znów będę sama. Znów nikt nie będzie czekał na mnie na dworcu. Samotność mojej osoby będzie musiała stać się naturalną. Pustka i żal. I chcę skrócić ten czas, pogrążając się w pewnej obojętności.

środa, 19 października 2011

Przypadkiem odkryty w przypisach.

"oddalenie
umożliwia zbliżenie
bliskość
wymusza oddalenie
aby być blisko ciebie
muszę być pewien
mojego dystansu
w przeciwnym razie
pozostanę w oddali."

Jestem.

     Czuję więcej. Niebo widzę niebieskie, gdy inne oczy zwrócone są niezmiennie przed siebie.

     Pedagogika, dydaktyka, psychologia stosowana...
     A ja tęsknię za domem. Wrócę tam niedługo. Na niedługo. Ale wrócę. Na wschód. Do domu.
     I muszę chłonąć te nauki humanistyczne. Tymczasem.
     Sala porodowa. Wybrany oddział.
     Spaceruję po Krakowie z K. I przyjemne są te spacery. Droga daleka z biblioteki po dziekanat, z dziekanatu po ksero, z ksera po dworzec.
     Bilety już kupione. Mimo, że Pani nie odbiera telefonu, nigdy.

     Paznokcie pomalowane na kolor bliżej mi nie znany z nazwy.
     Drogę oświetla gdzieś w oddali nadzieja. Z każdym dniem zbliżam się do niej.

     Haniu tęsknię za Tobą maleńka.

wtorek, 18 października 2011

"Spotkamy się kiedyś u studni..."

"... wkoło będzie zielono."
Kolejny w mym życiu koncert SDM. Przepiękny, poetycki wieczór w idealnie splecionych ze sobą dźwiękach gitary, skrzypiec i harmonijki. Ciemna sala. Oświetlona scena i postacie czarujące wszystkich tam obecnych. Uwielbiam tę poezję wyśpiewaną głosem jednym z nadźwięczniejszych. Wsłuchiwać się w słowa i odnajdywać ich odbicie we własnym, ziemskim życiu, uwielbiam. Śpiewające jednogłośnie setki ludzi. Dziękuję M. za to doświadczenie. Łączące w sobie mą przeszłość z teraźniejszością. Co do przyszłości ... nigdy nie byłam jej pewna.

sobota, 15 października 2011

Czasu brak na życie mi. Życie zabiera mi ten czas. Może po prostu wykorzystuje mój czas najlepiej jak potrafi. Zabiegana jestem w tym, w każdym razie. Nie znalazłam jeszcze ani jednej chwili, aby pomyśleć. Przez chwilę. Wczoraj zrobiłam istotny ruch w celu znalezienia swojego miejsca. Kupiłam łóżko, które dopiero dziś dotarło do progów mego domu, a teraz leży w pudełku w przedpokoju i czeka aż jakiś książe mi je rozpakuje. I złoży. Bo sama byłam w stanie jedynie wnieść je na pierwsze piętro, za co panowie, którzy mi je przywieźli zarządali 30 zł.  To sobie pomyślałam. Muszę. I zrobiłam to. Na razie mój kawałek podłogi wyznacza materac. I to stanowczo mnie na tą chwilę uszczęśliwia. Chociaż w kwestii domu nadal pozostaję przy tym, że jest on tylko jeden, dlatego też nie przywiązuję się do moich kolejnych mieszkań. Bez emocji. Nie wiem czy to całkiem naturalne, ale w każdym razie zaoszczędza mi wiele. Raczej wszytko dookoła tworzy moja przestrzeń niż same mury. Moja biała lampka, srebrny budzik delikatnie oszukany, ramki na zdjęcia wypełnione po brzegi miłością, lusterko na ozdobnych nóżkach, drewniany anioł... Dziękuję K. za to, ze byłaś ze mną na zakupach w tak ważnej dla mnie chwili. Dziękuję również Sz. za wspaniały wieczór przy lampce wina, za podróż na koniec świata i powrót na kolejny koniec. Odwiedziłam dziś nieodłączną mą towarzyszkę z dzieciństwa. Widziałyśmy się ostatnio pewnie w wieku sześciu może siedmiu moich lat. Tak pięknie było ją spotkać. Poza tym jestem cholernie samotna.

czwartek, 13 października 2011

Teatr

Zdarzyło mi się być wczoraj w teatrze. Kurtyna była koloru przeźroczystego. Bilety kosztowały całe studenckie 15 zł. Teatr przy ulicy Starowiślnej. Sztuka zatytułowana nazwą ptaka.

Boże pobłogosław wszystkim bezdomnym wędrowcom...

wtorek, 11 października 2011

Kraków

Znów zaczęło się moje życie krakowskie. Znów ludzie czytają w tramwajach. Znów chwytam w rękę Metro idąc na zajęcia. I czytam je, jeśli znajdę czas. Moje życie na nowo rozdzierają setki i tysiące kilometrów. Na szczęście mam przy sobie dziewczyny moje.

wtorek, 27 września 2011

"Być dojrzałym oznacza zaakceptować z pokojem - bez buntowania się i narzekania - to co Cię spotkało w życiu. Życie nie jest na służbie naszych upodobań."

poniedziałek, 26 września 2011

Zdecydowanie cena.

Spacerowałam z Karoliną po krakowskim rynku w pewne piękne, letnie przedpołudnie. Po kawie, która jest naszą już niemalże trzyletnią tradycją, wstąpiłyśmy do jednej z tanich księgarni, których istnienie odkryte zostało jeszcze przed wakacjami. Przekroczyłyśmy jej próg z postanowieniem zamknięcia ceny książki w groszach brzęczących gdzieś na dnie kieszeni. I tak kolejna książka, którą stała się moją własnością nosi tytuł Nie całkiem do pary, autorstwa Wendy Markham. Kobieta. Literatura w spódnicy.