środa, 3 kwietnia 2013

Ukazane na zajęciach


Kobieta ma tyle siły, 
że zadziwia mężczyzn. 
Dźwiga ciężary losu, 
rozwiązuje problemy, 
jest pełna miłości, 
radości i mądrości. 
Uśmiecha się, gdy chce krzyczeć,
śpiewa, gdy chce się jej płakać,
płacze, gdy się cieszy 
i śmieje się, gdy się boi. 
Jej miłość jest potężna. 
Jedyna niesłuszna w Niej rzecz to to, że często zapomina ile jest warta.

Czyste serce

Za oknem wieczór.
Dobrze mi tu.
Pewna tęsknota, niewątpliwie pcha życie do przodu.
Cisza i spokój. Tak inne od całego życia wypełnionego ludźmi, otwierają przestrzeń do wypełnienia jej sobą samą.
Życie dobrze jest zacząć od poukładania sobie tego co już się posiada. Warto jest też nie odkładać niczego na później, bo przyszłość okazuje się pełna niedokończonych spraw, nieprzeczytanych książek, niespotkanych ludzi.
Można spojrzeć w tył i podziękować, Można w przód i poprosić. Można być teraz i żyć.
Żyć z tym za co dziękuję i bez tego o co proszę.
Najpiękniej.
Czyste serce przywraca wzrok, oczyszcza oczy. Powtarzam. Czyste serce.
Kalendarz wybija dzień dzisiejszy.
I złudnie, przeciwnie niż w rzeczywistości, nie ma już w nim dnia wczorajszego, za to obiecuje dziesiątki przyszłych dni. A przecież jest inaczej. To co było jest pewne, w przyszłości można jedynie pokładać nadzieję.
Przestałam rozmawiać.
Czas wrócić do rozmów.


wtorek, 2 kwietnia 2013

Stalowa - Kraków

Jestem w Krakowie. Podróże bywają najgorsze. Wróciłam właśnie z domu, z mojego bezpiecznego domu. Do pustego mieszkania. Do mojego krakowskiego życia. Wczoraj wieczorem razem z czwórką mojego rodzeństwa i rodzicami byliśmy na koncercie charytatywnym, na którym żeglarze śpiewali szanty. Piękny wieczór, pełen wspomnień, a przede wszystkim wspaniałość jego zawierała się w tej siedmioosobowej załodze. Kocham ich wszystkich. Teraz Kraków. Pusty i cichy. Głośniki starają się zastąpić gwar wciąż pełnego ludzi domu. Nic z tego. Tam zostaje urok tamtego miejsca. Tu cisza i zamknięte drzwi, rzeczy które wcześniej nawet nie przeszły mi przez myśl. Ogranicza mnie wszystko. Niebycie ze wszystkimi naraz. Niebycie wszędzie naraz. A przecież tak nie chcę omijać czasu kiedy H. rośnie. A przecież chcę skończyć studia. I jak tu żyć. 

poniedziałek, 25 marca 2013

Miasto Kielce znów.

Kielce. Długo oczekiwany czas tam. Z czterech stron świata, z Krakowa, Lublina i Kielc. Łączy nas Stalowa Wola. Wyjechaliśmy rano pociągiem by chwilę później wysiąść na dworcu, w tym mieście uchodzącym za nieładne, a jednak wzbudzającym mą sympatię. Zjedliśmy razem śniadanie, wspólnie przygotowane. Wyruszyliśmy w drogę. Piękne miejsca tworzyły szlak naszej wędrówki. Piękne miejsca i dzikie widoki. Dzikie miejsca i piękne widoki. Widzieliśmy kaczkę, która w wielkiej miłości potrafi umrzeć ze zgryzoty. Wróciliśmy. Wieczór spędzony razem przy wspólnej kolacji i rozgrywkach tabu, dzielących naszą drużynę na dwie niekoedukacyjne. Rano Msza Święta, spacer i znów dworzec. 

czwartek, 21 marca 2013

Upragniony sen.

Przespałam całą noc. M. usilnie namawiał mnie do tego. Pomyślałam: dobrze. Upewniłam się jeszcze, uspokoiłam sumienie i zasnęłam. Po wczorajszym, jednym z bardziej męczących mnie w tym miesiącu dni, spałam dziś nieprzytomnie do 8:45, kiedy to piękny głos w słuchawce obudził mnie pytaniem. Odpowiedzią na nie było pełnienie mojego zawodu, więc cóż piękniejszego? Po tym śniadanie w rodzinnym gronie. Ach to rodzinne grono, w rodzinnej kuchni, przy rodzinnym stole. Zdecydowanie cudowne uczucie przebywać w takim towarzystwie. Wspomnienie czerwca zauważalnie wstrząsnęło moim sercem. Póki co mamy marzec. Miesiąc dający pozory wiosny, nie pozwalający jednak zapomnieć o zimie. Miesiąc, w którym mam tak wiele pracy i zajęć. Wraz z przyjściem maja być może zgubię się w nadmiarze wolnego czasu. Być może to dobrze. Tymczasem oddam się tłumaczeniu artykułów z j. angielskiego, języka tak mocno obecnego w moim życiu. 

czwartek, 14 marca 2013

Idę.

Idę przez zamieć śnieżną.
Ciężar dnia powszedniego przytłacza mnie, chyląc me ramiona ku ziemi.
Śnieg nade mną sypie zaślepiając oczy.
Śnieg pode mną utrudnia wędrówkę.
A jednak idę.

Zmęczona jestem. To tyle. Natłok zajęć, duże odległości, mało snu, wieczne podróże, ciężka torebka na ramieniu.

wtorek, 12 marca 2013

Koncert

Zima zawładnęła światem. Tylko czerwony kwiatek we włosach złudnie przypomina wiosnę. Zima jednak napiera nieubłaganie bielą natarczywego śniegu.
Tego wieczoru odbył się koncert. Wyjątkowy w swym wykonaniu, pierwszy taki. Odbył się z okazji i dla ludzi. Tego wieczoru wpięłam kwiat we włosy i pojechałam ciemną porą do sali koncertowej. Sala była przepełniona obcymi ludźmi, tłumami, które kłębiły się w jej wnętrzu, to wchodząc, to wychodząc, to wspinając się po schodach z nadzieją na miejsce, to z beznadzieją wymalowaną na twarzach, schodząc. I choć wydawałoby się, że miejsc już dawno zabrakło ludzie wciąż przychodzili by wysłuchać koncertu. Bo koncert ten był wyjątkowy. Na scenie zasiadł fortepianista. Wraz ze swym zespołem. Głos jego wybrzmiewał zalewając salę koncertową swą mocą i barwą. Głos, który mógłby mi śpiewać do snu każdej nocy, po wieczność. Teraz to niemożliwe, ale kto wie jakie wieczność kryje dla nas niespodzianki. I słowa. Napisane przez poetów. Poezja z niezwykłą głębią i wymową, skierowana do wszystkich, ale nie przez wszystkich przecież doceniana. I byłam tam sama by słuchać tylko jego, by on mógł tylko dla mnie śpiewać. 

Dzięki uprzejmości M.

niedziela, 10 marca 2013

Opowiem o pewnej przyjaźni.

Zaczęło się niewinnie. A raczej winiłyśmy za to wszystkich i wszystko. Dlaczego akurat my? Dlaczego ta klasa? A jednak los przygotował dla nas przyjaźń na lata, zapakowaną w to, wówczas skromne 17 osobowe opakowanie.
Dziś po latach mogę napisać, że niezadowolenie urosło w zachwyt, a my przy blasku świec przeglądamy notes wzruszając się przy każdym przewróceniu jego kartek.
Zaczęło się niewinnie i tak naprawdę gdy sięgam pamięcią, początków naszej zażyłej znajomości upatruję ich w pierwszym wyjeździe pod namioty. W czerwcu pierwszej klasy liceum. Od tamtego czasu, poznawałyśmy się, zbliżałyśmy, przyjaźń rozkwitała pomimo różnych warunków jakie gotowało jej życie. Od tamtej pory otp, splatało nasze dłonie w jedno zdjęcie, składające się z trzech indywidualności. Dłonie zaręczone w pierścionki.
Chciałabym opisać tu wszystko. Wszystko to co tworzyło nasze życie. Oprawić w ramy pięknych słów, przyzdobić uczuciami, pobudzić wyobraźnię fotografiami. Ale to niemożliwe. Bo jestem tu sama. A to wszystko, to my we trzy. 
Jedyne co napiszę, to, że niezwykle cenne są chwile, gdy osiem lat od poznania się, możemy usiąść przy winie, blasku świec, w swoim towarzystwie i być dla siebie nieustannie. 


http://www.photoblog.pl/omnetrinumperfectum/74722380/dawno-dawno-temu.html

czwartek, 7 marca 2013

Deszcz.

Czytelnie, biblioteki, extranet, artykuły, kserówki, katalogi, bazy danych, szpitale. Ból głowy, tak rzadko spotykany. Podróże po wielkim mieście męczą. Nic nie jest w jednym miejscu. Ta skomplikowana organizacyjnie rzeczywistość wiele utrudnia. Czas upływa na nieustannych godzinach w tramwajach i autobusach. Wielkomiejskie korki sprawiają, że życie płynie w zwolnionym tempie. Może to i dobrze. Podziwiam Kraków z za szyb. Kolejny raz przemierzając tę samą trasę, spostrzegam nowe szczegóły. Architektura tego miasta kryje w sobie urokliwe detale. Wystarczy nie być obojętnym. Wyznaczam cele, warte osiągnięcia. Kiedy słońce świeci jest o wiele przyjemniej. Jedynie ciężar zawartości torebki wraz z siłą grawitacji sprzymierzyły się przeciwko mnie. Cisza dookoła wycisza i wnętrze. Na czym jednak polega życie jeśli nie na podróżowaniu. W określonym kierunku. Pomimo słońca i deszczu, na który i tak nie mamy wpływu. A przecież pogoda wciąż stanowi niezwykle często temat narzekań tłumów. 

Idę

do teatru.
W sukience.
Z torebką.
Bez soczku z rurką.

środa, 6 marca 2013

Nie korzystam z Facebook'a
Nie oglądam seriali
Nie słucham muzyki

Post

Pewne ważne pytania wybrzmiewały mi w głowie ostatnimi czasy. Odpowiedzi na nie nie są ani jasne, ani oczywiste. Droga do dobrych odpowiedzi wcale nie maluje się prostą, niezachwianą kreską. Ale kiedy i gdzie najlepiej się odnaleźć, jak? Postanowiłam wyciszyć to co mnie zagłusza, odsunąć to co przysłania, odjąć to co zajmuje. Bez dokładnych wskazówek czy rad. Może tam, w tej pustce od świata, znajdę to co istotne. Czas postu sprzyja poszczeniu. Tymczasem błękitne niebo za oknem i słońce jasno oświetlające świat rozjaśnia wątpliwości. 

niedziela, 3 marca 2013

Wróciłam z części mojego życia, która jest pewnego rodzaju ucieczką. W ramiona, w których chce się pozostać na zawsze. Zbawiennie jest mieć takie miejsce.


piątek, 1 marca 2013

Wczoraj była wiosna. Nadzieja powiała wraz z wiosennym wiatrem. Dziś deszcz i szare niebo. Dziś już nic więcej nie napiszę.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Jeszcze nie wiem czy zasłużyłam dziś na 40 minut spędzonych bezmyślnie przed serialem, ale pierwsze nuty melodii rozpoczynającej mam już za sobą.

czwartek, 21 lutego 2013

Miasto, które studiuję od lat.

Śnieg zaciera ślady, które zostawiłam wychodząc z mieszkania. Myśli, że zgubi mnie w tym mieście, które studiuję od lat. Wieczór. Biel spadająca z nieba zamyka mi oczy. Światło latarni oślepia. Ciemne ulice nasilają samotność. Zimno ogarnia moje ciało i napawa złością. Ale iść muszę. Więc idę. Po to by wrócić. W mieszkaniu cisza pojedyńczości. Może to i dobrze. Usłyszę wreszcie siebie. Pijany człowiek zakrzycza swą samotność pod moim oknem. Kładę się spać, by rano zacząć od nowa. Dzięki Bogu z każdym wschodem słońca mogę zaczynać od nowa. Mogę zaczynać nawet na chwilę przed zaśnięciem. Wstaję nie zastanawiając się nad tym czy jestem wyspana. Biorę prysznic. Robię kawę. Porządkuję rzeczy materialne tworzące tu moje życie. Widoczne ramy mojego istnienia. Dostrzegam Gwiazdę Betlejemnską, która zwiędła z braku nadziei na pomoc z mojej strony. Zrobię wszystko by znów piękniała swą czerwienią. Układam ramki ze zdjęciami. Jedna jest pusta. Ściągam z półki dawno nie otwierane pudełko ze zdjęciami. Wspomnienia wracają, zalewają z nieubłaganą siłą. Chcę znaleźć zdjęcie mojego rodzeństwa. Mojej twierdzy. Nie znajduję. Nic piękniejszego. Pośród zdjęć miałam kilka czarno-białych, zrobionych ponad dwadzieścia lat temu, przedstawiających dwójkę ludzi. Dwoje ludzi, którzy zamykają w sobie każdego z nas, którzy oddają piękno mojego rodzeństwa. Jedno z nich umieszczam za szklaną szybką pustej ramki. Niech je chroni i pozwala podziwiać. 
Czytam to i uśmiecham się delikatnie. Chyba ciężki dzień mi nastał. Wracam więc na wschód. 

poniedziałek, 18 lutego 2013

Dom. Pachnąca domem pościel, własny pokój, będący pokojem D. Herbata, która nigdzie tak nie smakuje, żadne inne ręce nie przyrządzą jej w taki sposób. Cisza, spokój. Nawet sprzątanie, własnego domu daje niesamowite szczęście i ofiarowuje poczucie bezpieczeństwa. Stały ląd. B. zrobiła pyszny obiad z wielkiej troski, upiekła ptysie. Wszystko dookoła otacza i opiekuje się mną jak gdyby po to zostało stworzone. Światło nocnej lampki oświetlającej czytaną książkę. Jestem w swoim miejscu. 

Chcę

odwiedzać więźniów, rozmawiać z cudzołożnicami.

sobota, 16 lutego 2013

Miasta

Przemierzam miasta nocą i dniem. Kraków, Rzeszów, Stalowa Wola. Lublin. Sesja ustąpiła miejsca wolności. Poczuciu szczęścia, którego przecież nie brakowało także podczas niej. Mam czas.

niedziela, 10 lutego 2013

Dom

Znaczenie pojęcia dom.
Jestem już w Krakowie. Przez najbliższe dni i tygodnie moje życie będzie rozbijać się pomiędzy tymi dwoma znaczącymi dla mnie w obecnej chwili miastami. Wiele obowiązków oraz miłość w sercu nadadzą kierunek podróży w najbliższym czasie. Jak wskazówka kompasu wskażą drogę. Nie na północ, ale w odpowiednim kierunku. Czyżby na wschód? Tymczasem Kraków zapisał ukradkiem wszystkie miejsca w moim kalendarzu, wpraszając się do każdej godziny życia, nie odpuszczając nawet dnia zakochanych. Czyżby tak mnie ukochał lub liczył na mą miłość? Poważne obowiązki stoją do mnie w kolejce. Na szczęście sesja chyli się ku końcowi, co objawia się wielkim spokojem. Być może w końcu znajdę czas na czytanie książek. J. spełnił moje marzenie w wigilijny wieczór, teraz czas na mój czas. Z pewnością znalazłabym o wiele bardziej konieczne obecnie artykuły pisane obcym językiem, ale czy kiedykolwiek w moim życiu nastanie pustka, bez owych artykułów, ustępujących czas książkom zwykłym. Niezwykłym. W związku z książkami muszę odwiedzić biblioteki. Niemalże nic jak one nie uczy mnie życia i pokory. 

wtorek, 5 lutego 2013

Dwa egzaminy.

Noc myli mi się z dniem. Zmęczenie zamazuje granice. Dwie ciężkie bitwy za mną, a ja nawet nie potrafię wyrazić radości, która znika mi sprzed oczu kiedy powieki same się zamykają. Wczoraj ten egzamin był całym moim życiem, dziś zastanawiam się ile życia był wart? Położnictwo w tym wszystkim pozostaje położnictwem, a wiedza solidną, choć jakże zmienną, podstawą pewności działań.

niedziela, 3 lutego 2013

Sesja

I mówię do M. "Będziesz mógł dokuczać mi, kiedy skończy się sesja. Wtedy wszystkie nerwy zachowam dla Ciebie. Teraz nie."
Co to w ogóle za czas, żeby wyliczać komuś dokuczanie?
Co to za specyfika tego czasu tak bardzo mnie angażująca?
Przykro mi, że przejmuję się tak bardzo tym, czym ktoś się kiedyś wcale nie przejął.
I nie ma to związku z wiedzą położniczą.

piątek, 1 lutego 2013

Jest tak, że chciałabym pojechać do domu. Do rodziców, do sióstr i braci. Do domu mojego. I im bliżej sesja, im więcej nauki, tym mniej siły, mniej chęci. Już dawno tak bardzo nie tęskniłam. Potrzebuję domu. Mojego stałego lądu na tej ziemi.