środa, 5 czerwca 2013

Cofam się kilka tygodni wcześniej. Same jednozdaniowe wpisy. Same urywane myśli. Zwięzłe zdania.
Życie jest o wiele bogatsze.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

piątek, 31 maja 2013

poniedziałek, 27 maja 2013

A może On po prostu wie, że moje serce nigdy by już tego nie wytrzymało. Może On od zawsze wysłuchuje mych modlitw.

czwartek, 23 maja 2013

poniedziałek, 20 maja 2013

niedziela, 19 maja 2013

sobota, 18 maja 2013

Piękna kobieta w pięknych okolicznościach


Miejsce gdzie rodzi się życie

Socjolodzy o miejscu narodzin:
"Kobiety oczekują bycia u siebie i poczucia obecności. Z tym wiąże się rola personelu, aby to miejsce nie tylko estetycznie urządzić przedmiotami, ale aby je wzbogacić słowami i czynami."

czwartek, 16 maja 2013

Powoli zaczynam uczyć się żyć w rzeczywistości w jakiej zostałam postawiona. Nie rozumiem, i nie zrozumiem tego wszystkiego. Mogę się winić w miejscu, gdzie nie ma mojej winy, albo czuć się niewinna za to co złego zrobiłam. Nie wiem nic. Mogę pozwolić sercu bić szybciej, lub zagłuszyć to bicie piciem kawy. Świat wypadł mi z moich rąk. Jakoś tak, nie jest mi nawet żal. Chciałabym umrzeć z miłości. Więc umieram. Miłuję i umieram. Czy Ty wiesz jak chciałbyś żyć? Bo ja też, chyba tak... Ufam, że tak właśnie ma być. Ufam, że to jest moje życie, podczas gdy moje myśli nie są Jego myślami. Nie wiem dokąd iść. Nie widzę nic. Nie widzę przepaści. Nie widzę kładki na drugą stronę. A to wszystko przecież nie wyklucza bezpiecznej ścieżki przez uroczą dolinę. Pozostaje tylko zaufanie. I ta miłość. I bicie serca. I bycie. I oddanie. Zaufanie. Głęboki oddech, może on ma moc zbawienną. On ma moc zbawienną. Chciałabym umrzeć z miłości. Dlaczego umieranie nie jest tak oczywiste? I proste? I wciąż woła o życie? Zapominając o życiu w wieczności. Trzeba uważać na siebie, krocząc wśród ludzkiej niedoskonałości. Trzeba być ostrożnym i jednocześnie wyzbyć się tej ostrożności tworzącej bariery nie do pokonania. Zamiast pytać jak żyć. Żyć. A jeśli przez myśl przejdzie mi kiedyś ...
Zapomnij, że jesteś gdy mówisz, że kochasz. Zapomnij, że jesteś gdy [...] kochasz. 
Piszę, bo obiecałam sobie chwilę przerwy. Mało sypiam ostatnio. Mało wszystkiego oprócz życia, w mym życiu. Praca magisterska, która miała być napisana do końca kwietnia, nie zostanie pewnie złożona na rękach promotora do końca maja. Nie dobrze. Nie, dobrze. Ani jedna z chwil, nie spędzonych nad jej pisaniem, nie została zmarnowana. Nie chcę z niczego rezygnować, nie żałuję, a wręcz przeciwnie, zawdzięczam me życie. Nie mniej jednak folder o nazwie 'praca magisterska' nie jest moją chlubą. No cóż. Studia dobiegają końca. Wciąż, z powodu natłoku spraw, jest to dla mnie dość abstrakcyjna rzeczywistość. Rzeczywistość ta znajduje się w przyszłości nie należącej do mnie. Czekam na jutro.

poniedziałek, 6 maja 2013

Praca magisterska.

Podróż na wschód przeplata się z podróżowaniem na zachód, po to by znów móc podróżować w stronę wschodzącego słońca. 
Wróciłam do Krakowa, by móc oddać się pisaniu pracy magisterskiej. By zagłębić się w tajniki Excela, tworzyć tabelki i przeskakiwać okienka do rytmu soundtrack'ów z Amielii czy Foresta Gumpa. Całe dnie spędzone w okopach zrobionych z ankiet, przed szklanym ekranem i w towarzystwie 0-1 systemu. Taki czas. Zostało mi mało czasu, a zbyt wiele pracy. Ale spokój i opanowanie opanowały me serce. Niech tak zostanie. Kawa w filiżance, otwarte okno, wiosna zaraz za nim, muzyka w tle. I tak kolejne kobiety zajmują swe miejsca w bazie danych stając się numerami. Niesamowicie mi to przeszkadza. Ta cała statystyka, uogólnianie, unumerowanie. Czytając te ankiety, widząc zależności, ból i emocje podczas wypowiedzi na tematy poruszone w ankiecie, mam ochotę z każdą z tych kobiet porozmawiać. Mam ochotę poprosić je by na kartach mojej pracy magisterskiej, każda z nich z osobna opowiedziała swoją historię. I chcę, aby każda z tych historii była indywidualnie rozpatrzona, przeanalizowana. Wnioski też powinny być indywidualne. To jest to co ja czuję, i czego ja chcę. Wymagania jednak każą zamienić osoby w cyfry, ich wypowiedzi w zero albo jeden, wyniki zebrać w słupki, a wnioski sformułować w kilku zdaniach. 

czwartek, 2 maja 2013

Dom.

Jestem w domu. W moim mieście, w którym przyszłam na świat. Jest już późno, a ja jestem skrajnie zmęczona chodzeniem na obcasach przez cały dzień. Ale nic lepszego niż herbata zrobiona przez tatę.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Może to dziwne, ale jestem spokojna. Nie boję się, że nie zdążę, że za dużo, że zbyt mało. Czuję jakieś nieopisane podekscytowanie, które raczej mobilizuje niż zatrzymuje w bezradnym bezruchu. Może to dlatego, że zobaczyłam sprawy ważniejsze, że spędziłam trzy dni w niebie. Może to wiosna za oknem. Może uczucie szczęścia nie wiadomo skąd. Dużo pracy przede mną. Wiele godzin spędzonych przed komputerem.  Wiele do napisania i do opracowania. W celach wyższych. Niech tak będzie. Niech służy. 

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rajd Wydziału Nauk o Zdrowiu

Ciężko mi z zachwytu ująć to w słowa w obawie, że umniejszę wspaniałości wydarzenia. 
Oto odbył się pierwszy w historii rajd mojego wydziału. Wyposażona w koszulkę i scyzoryk oraz niezastąpione towarzystwo ruszyłam na szlak. K. jestem z Ciebie taka dumna. Prawie wszystko, co na sobie czy przy sobie miałam, było od kogoś pożyczone, przez kogoś ofiarowane, przywiezione, czyjeś. Na szczęście jednego człowieka, składa się praca wielu ludzi. Otóż trzy dni w elitarnym towarzystwie, w górach mających urok, jak żadne inne miejsce na tej ziemi. Bieszczady. Mała i Wielka Rafka. Śnieg po pas, zjeżdżanie z góry. Tarnica. A na niej sen i przebudzenie rodem z horroru lub innego filmu grozy. Połonina Wetlińska i mury runą, runą mury... Żartowałam. A wieczorem piliśmy wznosząc toast. Za co. Za pokonywanie swoich słabości. Zauważony związek chodzenia po górach, zdobywania szczytów, z porodem niezmiernie pomógł nam w zrozumieniu rzeczy niezrozumiałych. Trud jest wart, oceniamy po wejściu na szczyt, nie ma powrotu, wysiłek fizyczny i cierpienie w celach wyższych, a w przypadku Tarnicy najwyższych. Co by obecność położnictwa nie zakończyła się na tych skojarzeniach, wieczorem przy dźwiękach akordeonu dopasowałyśmy słowa śpiewając jedną ze zwrotek znanej piosenki. Akordeon i akordeonista warty zakochania, dotrzymywał nam towarzystwa, a my nie daliśmy mu ani przez chwilę zastanowić się: po co w ogóle z nami pojechał. A jak się ma do tego praca magisterska, którą przez te trzy dni powinnam dzielnie pisać? Ona tak jak te góry nieugięta stoi biernie i czeka, aż ja ją zdobędę, w bólach i cierpieniach, z niezwykłym wysiłkiem, po to by na szczycie powiedzieć - warto było. Ona jak te góry stoi chcąc zrobić wrażenie nie do zdobycia, dopóki się jej nie zdobędzie. 

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

niedziela, 14 kwietnia 2013

To nie jest takie proste.
Nie może być proste.
Gdyby było, straciłoby na znaczeniu.
A przecież to jest niezwykle ważne.

piątek, 12 kwietnia 2013

http://www.youtube.com/watch?v=A93Uk9yjzhY

"[...] daj mi kogoś, kto nie zmąci wody w mym stawie.
Kogoś, kto nie pryśnie jak zły sen, 
gdy ryb w mym stawie zabraknie.
[...]daj mi kogoś, kto nie zerwie róż w mym ogrodzie.
[...]
i ucieknie za morze."

Wiara w siebie.

Potrzebuję jej w ogromnym stopniu. Muszę zrobić wszystko, aby zrobić wszystko. Wiosna nie może się urodzić, ale to nic, przyjdzie czas. Wszedłem w siebie w sensie ewangelicznym, i pogodziłem, z Bogiem, z ludźmi, z samym sobą. Pisarstwo powinno być pocieszeniem jak religia. Pisanie pracy magisterskiej też. Pisanie pracy magisterskiej też? Do Boga podchodzę zdecydowanie chętniej. Materiały się piętrzą, zajmują miejsce na półce, i w komputerze. A ja wolę jechać w Bieszczady. Porozmawiać z człowiekiem. Przekonać się do czegoś. Wypić kawę. Iść na spacer. Wolę. A może odnajdę w tym przyjemność? Położnictwo tak. Ale pogrążanie się w szklanym ekranie, okopywanie książkami, kserówkami, statystyką i wykresami. Teraz muszę uznać za normalne, to co mnie dziś zastaje, to co zastanie mnie jutro i co w kolejnych dniach. Powinnam uznać i żyć. Wykorzystać każdą chwilę. Wykorzystam. 

środa, 10 kwietnia 2013

Kraków

Spotkałam się dziś z mamą. W Krakowie. Mieście, do którego wyprowadziłam się od niej cztery i pół roku temu. Spacerowałyśmy po starej jego części podziwiając i zachwycając się niezwykłością tego miasta. Mieć mamę tak blisko. Czekam na chwilę, kiedy wszystkich będę tu miała. 
Tymczasem zmęczenie kołysze mnie do snu.