czwartek, 19 grudnia 2013

Nie mam wszystkiego. Mam dużo więcej.

Kielce

Kolejny raz w tym mieście. Jadąc ulicami, wiem gdzie wysiąść, wiem, w którą stronę iść. Wiem, że to miasto jest moim kolejnym przystankiem w życiu podróżnika, wiem, że pozostanie nim dopóki D. będzie tu studiowała. Jutro wieczorem mam nadzieję na definitywne zakończenie moich wypraw w poszukiwaniu pracy. Jutro usiądę wieczorem we własnym domu, z rodziną, całą liczną moją jedyną, w jedynym jak dotąd domu. I spędzę tam z nimi czas świąteczny, ostatni czas przed dorosłym w pełni życiem. Dobrze, że narodzi się Wiara, Nadzieja i Miłość w Jednym w te święta. Jestem spokojna. Obecnie ciężko stwierdzić, czy to dzielność w moim sercu, czy raczej pewnego rodzaju znieczulenie wywołane nadmiarem zdarzeń. 
Przypominają mi się słowa Litzy: " [...] żebym nie miał wątpliwości, kto jest powodem zwycięstwa, zostaje z niczym na starcie." 
Z moich wielkich planów, rozważań: Kraków czy Rzeszów, ważenia gdzie więcej subiektywnych plusów, gdzie mniej, przeliczania ilości bliskich osób na kilometry dzielące mnie od nich, z mojej zabawy w przewidywanie przyszłości... nic. Nie pozostało nic. Wszystko ułożyło się inaczej.  

wtorek, 17 grudnia 2013

Życie upływa mi na działaniu, podróżach, załatwianiu ważnych spraw. W ostatnim czasie przebyłam tysiące kilometrów. Byłam zmęczona. Wciąż jestem, bo kolejne kilometry przede mną, ale to właśnie one doprowadziły mnie do miejsca, w którym będę żyła i pracowała od stycznia. 

wtorek, 3 grudnia 2013

"Możesz ucałować rodzinę i przyjaciół na pożegnanie i oddalić się na mile, ale jednocześnie zabierzesz ich w swoim sercu, umyśle i trzewiach, bo nie tylko ty żyjesz w świecie, ale świat żyje  w tobie".
F. Buechner, "Mówienie prawdy" (W.P. Young, "Chata")

Zawód: poszukiwacz.

Właśnie rozmawiałam z P. i doszłam do wniosku, że żadna ze mnie obecnie położna. Szpital od strony sali porodowej widziałam ostatnio na praktykach, obecnie tylko szukam napisu: Administracja i ślepo, czym prędzej podążam w jego kierunku. Ale cóż, jestem więc zawodowym poszukiwaczem. Taki moment w życiu. Szukasz aż znajdziesz. A co! Dodatkowa specjalizacja wzbogacająca człowieka o niezbędną w położnictwie cierpliwość, wytrwałość w dążeniu do celu, potrzebną każdemu człowiekowi, chcącemu spełniać swe marzenia, umiejętności interpersonalne będące jednym z głównych narzędzi w pracy położnej, dająca szanse na utwierdzenie się w przekonaniu, że dla położnictwa to ja mogę wiele. 

Skoro otrzymałam te 34 kg złota równe jednemu talentowi, który łatwą i jasną grą słów można tłumaczyć jako umiejętności i serce ku czemuś, nie chciałabym zakopywać go w ziemi tylko dlatego, że nie łatwo go mnożyć. 

poniedziałek, 25 listopada 2013

Przystań.

Wypłynęłam na głęboką wodę. Wyruszyłam w podróż w nieznane. Wyjechałam z mojego miasta, z mojego województwa, wyjechałam z domu rodzinnego, z miasta pięciu ostatnich lat mojego życia, z nowo wybranego miejsca na ziemi, wyjechałam w poszukiwaniu szczęścia, w poszukiwaniu pracy. Zdobyłam cztery województwa. Pukałam od drzwi do drzwi, schludnie uczesana, elegancko ubrana, z obcasami, które wybijały swój rytm głośniej niż moje niewiarygodnie spokojne serce, z plikiem dokumentów w ręku, z chęcią do pracy wyrażaną w rozmowie. I znalazłam, bo kto szuka ten znajdzie. A jednak nie każdy może sobie pozwolić na taki komfort (?!) szukania, jak ja. Komfort: Podróże bez zniżek, setki kilometrów. Noclegi w różnych, choć muszę z wdzięcznością napisać niezwykle gościnnych, to jednak obcych miejscach. Mapki z google maps i plan drogi opracowywany każdego dnia ponownie, łączący coraz to dalej odległe miejsca. Dokumenty składane w wymarzone, mniej chciane, lub nawet ostateczne, potencjalne miejsca pracy. Wciąż nadzieja tląca się w sercu, mimo, iż gaszona każdego dnia, za każdymi drzwiami, w które zapukałam. Spojrzenia i rozmowy: "Jak daleko jest stąd do Pani domu? [...] To będzie musiała się Pani przeprowadzić. Ale przecież wtedy nie utrzyma się Pani z jednej pensji." I znów te same słowa. I znów. I znów: "To jak to, nie dowiadywała się Pani przed rozpoczęciem studiów, że po nich pracy nie ma?!", "Warto byłoby się przekwalifikować.", "W tym momencie nic nie mamy, ale nigdy nie wiadomo, różnie bywa.", "Może jakieś zastępstwa, ale nie teraz.", "Za jakieś dwa lata spodziewamy się odejścia na emeryturę.", "Ma Pani skończone jakieś kursy? Kurs 'środowiskowy'? Tak wiem, że to są duże koszty, ale zawsze to ładnie wygląda w CV.", "Nie", "Nie potrzebujemy nikogo, nie przyjmiemy CV, przyjmiemy CV, dopiero kiedy ogłosimy konkurs.", "Nie potrzebujemy.", "Przyjmiemy dokumenty bo ma Pani prawo je złożyć, ale nie potrzebujemy nikogo."
I setki taki rozmów. 
A jednak znalazłam. Wbrew temu. Ku przyszłości. 

czwartek, 14 listopada 2013

Poszukiwania pracy

Nie poddaje się. Nie siedzę na miejscu, nie stoję w miejscu. Chodzę, biegam, spaceruje, pytam, rozmawiam, dzwonię, kseruje, drukuje, przerabiam, piszę, modyfikuje, znów drukuje, wręczam, rozmawiam, pytam...
Dziś jadę w kolejne miejsca na mapie Polski. W niedzielę jeszcze dalej za zachód. Wciąż szukam. 

wtorek, 12 listopada 2013

cisza

Ciąg dalszy

Wróciłam. 
Stolica przyjęła mnie gościnnie swoimi ramionami zbudowanymi z ogromnych budynków, zatłoczonych ulic, biegnących przechodniów. Myślę - to nie dla mnie. Ale jestem w stolicy z G. moją, by uczyć się sztuki położnictwa. Śmiejemy się trochę z siebie, że wydajemy grubą kasę na to, by dokształcać się w tym naszym ukochanym kierunku, który pracy za nic dać nam nie chce. A może wina leży gdzie indziej. Nie istotne, położną jestem i zostanę. Idziemy więc ulicami Warszawy, gubimy się by dojść do budynku fundacji. Tam trzy dni zanurzone na nowo w położnictwie, nowym, nieznanym, przepięknym, naturalnym, odważnym. Moim. Tam wśród położnych, które myślą podobnie do mnie, chcą coś zmieniać, zmieniają lub dodają odwagi by te zmiany wprowadzać, bo są to zmiany na lepsze. Cudowny czas, ukierunkowujący spojrzenie, rozpalający na nowo iskry tlące się w sercu. Spędzamy tam trzy dni, twierdzimy, że zbyt mało. Tam wszystko jest tak bliskie, położnictwo leży w moich rękach, wokół kobiety, tam nie gaśnie ani na chwilę zapał i chęć wdrożenia w życie wiedzy, którą zdobywamy. Tam czuję się bezpiecznie, chciałabym więc zostać na dłużej. Ale nie. Życie każe wracać. Wracam więc. Ale wcześniej zwiedzamy wieczorami stare miasto, pijemy grzane wino na Krakowskim Przedmieściu. Wcześniej spacerujemy, rozmawiamy, śmiejemy się, snujemy plany...

Moje życie od pewnego czasu znalazło się w miejscu bardzo specyficznym. Być może wciąż jestem na owym moście. Być może jednak zamiast iść na drugi brzeg, wychylam się zbyt mocno przez balustradę i widzę jedynie przepaść. Narzekam wciąż i mówię, że nie jest łatwo. Nie chcę tego. Wydaje mi się to całkiem pozbawione sensu, gdy jako młoda kobieta posiadająca usłużny zawód pozostaję w bezruchu. Chcę działania.

W tym wszystkim otwieram się na nowe możliwości. Mam wspaniałych ludzi wokół. Rodziców i rodzeństwo. Wparcie z każdej strony opatulone w szacunek do mojej własnej woli i pokorę co do Wyższych planów dotyczących mojego życia. Mam również wokół cały świat potrzebujących kobiet, płaczu dzieci. Nigdy nie byłam głodna, zawsze miałam dach nad głową, nie marzłam z braku rękawiczek. Czy to nie jest właśnie przestrzeń do działania?

czwartek, 7 listopada 2013

wtorek, 5 listopada 2013

Leje deszcz.

Dziś słońca nie ma. Od rana, a może nawet od północy leje z nieba deszcz. Budzik zadzwonił kiedy jeszcze było ciemno. Nie dając czasu na dojście do siebie zmusił do wstania z łóżka o porze dnia pozorującej noc. I znów wyruszyłam w kolejną podróż pełną wyzwań, tym razem bez kawy. Autobusem choć dziennym, zasługującym na miano nocnego. Później chwilę na nogach, wykreślonymi wcześniej na mapie skrótami - wciąż uczę się tego miasta. Dotarłam. Urząd Pracy. Zostałam bezrobotną. 

Nie jest to przegrana. Nie jest to akt równy wywieszeniu symbolicznej białej flagi. To wciąż tocząca się walka o marzenia, o powołanie, o pasję, o służbę. Brzmi górnolotnie. Może stąpanie po podłogach urzędów, stanie w kolejkach, czy wezwanie do pośredniaka ma mnie sprowadzić na ziemię. Może po prostu ma być jednym z wielu aktów w mej krótkiej historii położnictwa. A co jeśli się nie dam?  

"Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia się ten jeden, który nie wie, że się nie da, i on właśnie to coś robi." A. Einstein

poniedziałek, 4 listopada 2013

Nowy dzień. Wstaje rano. Piję kawę. Sprawdzam zawartość teczki w kolorze kawy z mlekiem, która towarzyszy mi  od początku zbierania materiałów do pracy magisterskiej. Za chwilę wyjdę z domu.
Pośród pochmurnych, zimnych i zatopionych w deszczu dni, dziś pojawiło się słońce. Lżej jest chodzić po ziemi. 

niedziela, 3 listopada 2013

Piję wino, myślę Francja.

Piję wino - myślę Francja. Dziś po długiej przerwie napiłam się wina i wspomnienia o czasie spędzonym we Francji zalały mnie, nim zdążyłam odstawić lampkę od ust. To piękne uczucie, chwila, która tak precyzyjnie przywołuje przeszłość i wzbudza tęsknotę. Francja na zawsze pozostanie tą chwilą w ciągu roku, która przydarzyła mi się i być może przydarzy w przyszłości. Zawsze będzie wyczekiwanym zakończeniem lata. Początkiem nowego roku. Francja na zawsze zostanie snem na jawie. Długo wyczekiwanym, nieosiągalnym miejscem wprost z marzeń, znanym wyłącznie z opowiadań. Na zawsze zostanie mieszaniną uczuć nie mającą innego miejsca na tym świecie, winnicą pełną równoległych linii, brzmieniem obcego języka, uśmiechem ludzi... ach. 


sobota, 2 listopada 2013

Nadzieja, sen i poczucie humoru.
Niech będzie. Postaram się wysypiać.
Poza tym pewien cytat... "[...]moje Indie są tutaj." dał mi wiele do myślenia.
I skoro coś się sypie to po to, by zbudować coś nowego, cisza jest po to by w niej coś wybrzmiało.

sobota, 26 października 2013

Jasność

Wszystko się wyjaśniło. Wątpliwości się rozwiały. Dni, godziny, minuty wyczekiwania skróciły do zera. I poza kilkoma łzami, które popłynęły z moich oczu, poczułam spokój. Ulgę jaką dała mi wiedza, która nastąpiła po niewiedzy. Może nawet pewnego rodzaju radość z odzyskania na nowo tych minut, godzin, dni, które mogłabym stracić na wyczekiwanie. Straciłam coś czego nie ma. Wciąż mam to co najważniejsze. Mam w sobie miłość. 
Pustynia niech zostanie pustynią. Ciszą. 
A skoro ma być pustką niech będzie bez studiów, pracy, męża, narzeczonego, chłopaka, dzieci, wspólnoty... 
W pustce jest miejsce na wszystko, na to wszystko. Na więcej.

poniedziałek, 21 października 2013

nie jestem studentką
nie mam pracy
nie jestem dziewczyną, narzeczoną, żoną
nie mam dzieci
nie mam wspólnoty


kim więc jestem?

Powrót

Wróciłam do Krakowa. Na trzy dni. Ze sprecyzowaną godziną wyjazdu w kierunku Krakowa i bez biletu powrotnego. Tak bym mogła spokojnie spędzić czas w mieście moich studiów. Doceniłam małe miasta. Tłum ludzi, długie podróże tramwajami, towarzyszyły mi przez pięć lat. Czas na zmiany, który nadszedł oczekiwanie wraz z przeprowadzką do mniejszego miasta okazał się dobrym wyborem. Nie czułam się gościem, czułam się u siebie. Równie dobrze zamiast w niedziele wsiąść do pociągu, mogłabym w poniedziałek rano pójść na zajęcia. I nie dziwiłoby mnie to, a wręcz przeciwnie wydało by się naturalne. A może czeka mnie coś więcej? Może życie nie ma być dla mnie naturalną koleją rzeczy ale czymś zachwycającym? Wsiadłam więc do pociągu by przebyć podróż na wschód. Tym razem bardziej południowy niż poprzednio. Nie wróciłam do domu rodziców, do miasta dzieciństwa, ale nie było mi z tego powodu przykro. Stalowa Wola pozostanie moim miastem, dom domem. Wysiadłam więc na stacji Rzeszów główny nie czując zmęczenia towarzyszącego zazwyczaj podróży. Przejazd pociągiem okazał się przyjemny ze względu na komfort, możliwość czytania oraz jeszcze studencką cenę biletu. Wysiadłam więc szczęśliwa z pełnym pokojem w sercu i radością, że mogę iść do mieszkania znajdującego się przy ulicy tego właśnie miasta. Rzeszów. Sprawia mi przyjemność spacerowanie po tym mieście, gdzieś w sercu Podkarpacia. Czasem przez myśl przechodzi mi, że to miasto docelowe, do końca życia. Czasem myślę o tym jak bardzo jest dla mnie nowe. 

Dziś od rana złożyłam CV do każdego ze szpitali, w których mogę pracować. W każdym z nich przyjęto moje dokumenty - otóż mam do tego prawo, ale równie konsekwentnie odebrano mi wszelkie nadzieje. 
A ja jestem spokojna. Nigdy jeszcze nie byłam głodna i bez dachu nad głową, może stąd moja beztroska. Będę starała się nadal, oferując to co mam - całą siebie. 

poniedziałek, 14 października 2013

Siedem piosenek w polu - formidable

siedem piosenek w polu

Bóg wysłuchuje naszych próśb. Francja.

To było jak sen. I mam nadzieję, że jak sen to zapamiętam. Tak piękne, tak ulotne i tak krótkie. Jak ze snu. Niech wyda mi się snem, który istniał tylko dla mnie, który tak naprawdę nigdy nie istniał, który na zawsze pozostanie czymś co należało i jednocześnie nie należało do mnie. 

Francja. Czekałam na ten wyjazd. Miał zakończyć coś, coś rozpocząć. Nie myślałam, że sam w sobie wyjazd ten a raczej pobyt tam tak wiele będzie dla mnie znaczył. Znaczył i dał mi więcej niż się spodziewałam. Stał się nie tylko końcem i początkiem, ale skarbcem doświadczeń i uczuć, myśli i spostrzeżeń. 

Gdyby życie ludzkie miało kończyć się wraz z wyczerpaniem określonej liczby doświadczeń, moje życie skończyło by się wczoraj. 
Tak wiele się wydarzyło.

Chcę zapamiętać wszystko... ciężar pracy, smak posiłków, upojenie winem, uśmiech i śmiech, rozmowy w obcym języku, współpracę, wszystkie ciężkie wydarzenia, trudne, modlitwę wyśpiewaną gdzieś w drodze, przyjaźń i łzy, to co dobre było tam i to co wydawało się tak złe, to co miłe i co odpychało i przerażało, chcę zapamiętać każdego człowieka, każde słowo i spojrzenie, chcę zapamiętać spacery i szczegóły tamtej architektury.

Chcę zapamiętać to jak bardzo różniło się drugie miejsce, jak inaczej wyglądały winnice i bramy do nich prowadzące, jak wszystko było mi obce wśród tak gościnnych ludzi, jak wielka tęsknota przepełniała moje serce, zimne noce w namiocie i ciepło domu, pomoc osiemnastolatków i pracę po pracy, chcę zapamiętać walkę o każdy dzień i chęć powrotu do domu, chcę zapamiętać wdzięczność i to zaszczytne traktowanie.

W tak młodym wieku zrozumiałam, że pieniądze to nie wszystko, że istnieje o wiele więcej. 

Moje oczy widziały to co widziały oczy tak wielu osób, moje dłonie doświadczały pracy, wykonywanej przez tylu ludzi, jednak moje serce, ono czuło to czego nikt inny nie czuł. 

Wróciłam do domu, teraz muszę wrócić do siebie.

Dziękuję.

środa, 25 września 2013

Jeśli miałabym powiedzieć cokolwiek o tym, co teraz się dzieje powiedziałabym, że wyjeżdżam. Napisałabym tu, że do tego wyjazdu czekałam by rozpocząć nowe życie. Życie, które nigdy nie będzie nowe, zawsze będzie takie samo i to samo, moje w otoczeniu otoczenia. Ale wyjadę bo mimo, że nie da mi to możliwości rozpoczęcia życia od nowa, to da mi tę szansę by wrócić. Wyjadę by wrócić. 

piątek, 20 września 2013

Szczęście

Za trzydzieści groszy kupiłam jedną z 53 części sagi "Akuszerka" i niedługo po tym do drzwi zapukał kurier z całą paczką zawierającą prześliczne, niczym nowe, choć kupione jako przeczytane, 53 tomy układające się w jedną opowieść o norweskiej akuszerce z lat '30. 

Martwiłam się, a może raczej powinnam się martwić, a ja jedynie troszczyłam się o mój kredyt. O start w nowe życie. Robiłam wszystko by się z tym uporać jak najlepiej potrafiłam. I znów powiedział mi: " A może On będzie chciał dać Ci niespodziewanie ... i da Ci. Nie martw się o to. To nie jest złe, ale On może mieć na to inny plan niż Ty." I ma. Dostałam propozycję kolejnej pracy, tak po prostu wymarzoną okazję w prześlicznej scenerii. Piękne plany masz wobec mnie. Podoba mi się to.

Chciałam mieć wszystko. Wszystko naraz. Można mieć wszystko, ale nie wszystko przynosi korzyść. Rozchorowałam się. Pozostało mi łóżko i herbatka z miodem. 

Dylematy dotyczące miejsca zamieszkania po studiach targały mną niejednokrotnie doprowadzając do łez. Siedziałam z A., która z dzieckiem pod sercem i z mężem u boku, tłumaczyła mi spokojnie na schodach naszej klatki schodowej zawiłości życia. Płakałam, bo był to dla mnie dylemat bez jasnego rozwiązania. I wszyscy ze mną rozmawiali, każdy mówił co innego. Kraków, jasne, że Kraków, zostań w Krakowie. Rzeszów, nigdy nie Kraków, Rzeszów jest piękny i odnajdziesz tam spokój. A może zostaniesz z nami, w domu, nie chciałabyś poszukać pracy w Stalowej Woli? Płakałam. Nocami zastanawiałam się, gdzie moje miejsce. Co powinno się mieć najpierw pracę czy wymarzone miejsce życia? I słyszałam składaj CV w całej Polsce, Gdańsk, Zakopane, Stalowa Wola. Tam gdzie dostaniesz prace tam mieszkaj. Wybrałaś miejsce zamieszkania i trzymasz się wyboru - pięknie, podoba mi się to, na pewno znajdziesz pracę. Płakałam więc. 
Przyszedł odpowiedni czas.Otarłam łzy po roku dylematów. Porozmawiałam z ważna dla mnie osobą, autorytetem, kimś komu na mnie zależało, kto dba o mnie. Usłyszałam piękne słowa, które zostały we mnie głęboko i wciąż pracują w moim sercu i myślach. Miałam czas na przemyślenie, ale czas dojazdu z uczelni do mieszkania tramwajem wystarczył by wiedzieć. I wiem. Zdecydowałam. Śmiejąc się, ze wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazują, łącznie z pomnikiem, chlubą tego miasta, bym właśnie tam była położną. Nagle wszystko przemawiało za tym, w tak jasny i oczywisty sposób. 

Dużo szczęścia mnie spotyka. To tylko kilka przykładów. 

wtorek, 17 września 2013

Dużo się dzieje, jestem szczęśliwa. Czas nie będący już studiami, a jeszcze pracą wciąż trzyma mnie w swoich objęciach, jednak coraz wyraźniej dostrzegam, to iż w takim stanie na długo pozostać nie mogę. Czuję chęć i pewną potrzebę samodzielności, odpowiedzialności za siebie, a może nie tylko. Obawiam się pójścia na przód, odkrywania nowego życia, wypływania na jego głębię. Obawę tą staram się zamienić w ekscytację z powodu wyzwania. Bo wyzwaniem okazać się może każdy dzień życia. Jak na razie pozostaję w domu. Sprawy konieczne związane z zakończeniem etapu zwanego studiami i rozpoczęciem kolejnego znanego pod krótką nazwą praca, załatwiam na miarę swych możliwości. Jutro odbiorę prawo wykonywania mojego zawodu. Niedługo stworzę moje CV i poszukam w googlach miejsc pracy dla położnych. Dziś byłam w banku i odbyłam pełną nadziei rozmowę z Panią tam pracującą. Jej uśmiech i pytania dotyczące moich studiów dały mi wiele. Oby to podejście towarzyszyło mi niezmiennie gdy będę szukała pracy, oby było obecne w moich myślach i sercu gdy ktoś mi jej odmówi, nie jeden raz. Ach. Im dłużej nie mieszkam w Krakowie tym ciężej mi go zostawić. Może nigdy nie będę musiała tego robić. Wciąż tam wracam, wciąż wysiadam i wsiadam na RDA, wciąż schodzę do tunelu i jeżdżę tramwajami, wciąż jadam w Koko, wciąż na rynku czuję się jak u siebie, a o każdej pełnej godzinie wyczekuję hejnalisty, który do mnie pomacha. Wciąż, przede wszystkim, nie czuję bym to miasto żegnała. Ludzie. Ludzi z tego miasta zbyt mocno mam osadzonych w moim sercu by zacząć zupełnie nowe życie w nowym miejscu. Myślę, że tak nie da się nigdy do końca, ze jeśli ktoś zaistniał w mym życiu w pewnym sensie je stworzył i już w nim pozostaje, do końca. Dlatego pewnie chcę tam wracać, bo skoro część mnie została w tym mieście, nie mogę siebie nigdy utracić, by pozostać sobą w pełni. 

wtorek, 10 września 2013

Pomiędzy

Wydarzyło się zbyt wiele, żeby wyciągnąć choć kilka podsumowujących myśli z całego cyklu wydarzeń. Ślub, poród, wyjazd na Mazury, załatwianie papierów związanych z prawem wykonywania zawodu, Rzeszów, Kraków przelotnie, rekolekcje gdzieś w Beskidzie Żywieckim, dom i wszyscy w tym domu, po raz pierwszy od kilku miesięcy. 
Mój czas pomiędzy wciąż się nie kończy. Wyjazd przekłada na coraz to późniejsze daty, co odwleka przeprowadzkę. Ale niesamowite pokłady ludzi i wydarzeń odnajduję w tym 'pomiędzy'. Wedle obietnicy. 
Powiedział mi:
- Czy Ty przypadkiem nie chcesz wszystkiego robić na 100%?
- Tak, chyba tak właśnie jest.
- A Ty jesteś tylko jednym 100%. I to jedno musisz rozłożyć na wszystko. A nawet więcej. Zaplanuj swój czas w 60%... no 70%. Resztę zostaw sobie na przejście pomiędzy jednym punktem a drugim, a zobaczysz ile niesamowitych rzeczy zrobisz podczas tego przejścia. Ile tam znajdziesz możliwości. 

To nie jest proste. Ale brzmi dobrze. Może dla mnie najlepiej.