niedziela, 29 maja 2011
sobota, 28 maja 2011
czwartek, 26 maja 2011
Piję zieloną herbatę. Rozmawiam z mamą. Trochę płaczę. Uświadamiam sobie moją małość. Uświadamiam sobie wszechmoc Boga. Jestem spokojniejsza. Ciężki czas. Zawsze jest ciężki czas. Trzeba po prostu do niego odpowiednio podejść. Zjeść jakąś czekoladę. Powstrzymać się od jej zjedzenia. I pójść dalej. Przed siebie. Mając wyższe cele. Zapominając o ludziach traktujących mnie niesprawiedliwie, z góry, bezpodstawnie, źle. Iść sobie spokojnie. Ciesząc się słońcem i deszczem, życiodajną wodą. Odnaleźć w sobie na tyle siły, aby wypełniać zadania jakie stawia przede mną każdy kolejny dzień. Poradzić sobie z czymś z czym ciężko jest sobie poradzić. Znaleźć czas na dobrą książkę. Zmniejszyć tą pieprzoną odległość między nami. Usiąść po prostu przed telewizorem w domu. Własnym domu, w którym ktoś mnie chce, a nie takim udawanym mieszkaniu, w którym czuje się jak intruz. Cieszyć się tą czwórką ludzi z mojego pulpitu, którzy są dla mnie darem z nieba. I iść sobie spokojnie dalej. Z Hanią na spacer. Zapomnieć o troskach. Opiekować się nią po prostu. Znów trochę płaczę.
środa, 25 maja 2011
Ona chyba jednak świętą była.
Rouen
drwale narąbali drzewa
chłopi ułożyli w stos
strażnicy wbili pal na środku
służący utkali linę
kat zapalił pochodnię
czekają
w kościele przed ołtarzem
kardynał na klęczniku
w celi przed zakratowanym oknem
Ona na kamieniach klęczy
za chwilę
wyprowadzą Ją na plac
i w imię Jezusa Chrystusa
zabiją
kardynał rozgrzeszy wszystkich obecnych
w imię Jezusa Chrystusa
dokona samosądu
z nienawiści
z zemsty
ze strachu może też
a jak już ich wszystkich na świecie nie będzie
ktoś nagle powie:
„Ona chyba jednak świętą była!”
Agata Linek
Jest to wiersz poetki ze Stalowej Woli, której drogi, tak jak moje, z tego miasta powiodły do Krakowa. Natknęłam się na niego kiedyś, przypadkiem pewnie. Spodobał mi się.
Dobitne słowa, które znajdują się w ostatnim wersie, często wracają do moich myśli uświadomionych.
Jak często zdarza się, że drwale bezmyślnie rąbią drzewa, chłopi ślepo za nimi układają stos, reszta czeka...
drwale narąbali drzewa
chłopi ułożyli w stos
strażnicy wbili pal na środku
służący utkali linę
kat zapalił pochodnię
czekają
w kościele przed ołtarzem
kardynał na klęczniku
w celi przed zakratowanym oknem
Ona na kamieniach klęczy
za chwilę
wyprowadzą Ją na plac
i w imię Jezusa Chrystusa
zabiją
kardynał rozgrzeszy wszystkich obecnych
w imię Jezusa Chrystusa
dokona samosądu
z nienawiści
z zemsty
ze strachu może też
a jak już ich wszystkich na świecie nie będzie
ktoś nagle powie:
„Ona chyba jednak świętą była!”
Agata Linek
Jest to wiersz poetki ze Stalowej Woli, której drogi, tak jak moje, z tego miasta powiodły do Krakowa. Natknęłam się na niego kiedyś, przypadkiem pewnie. Spodobał mi się.
Dobitne słowa, które znajdują się w ostatnim wersie, często wracają do moich myśli uświadomionych.
Jak często zdarza się, że drwale bezmyślnie rąbią drzewa, chłopi ślepo za nimi układają stos, reszta czeka...
wtorek, 24 maja 2011
Słucham sobie violin girl...
... i tak myślę, przy dźwiękach tej muzyki, kto tak naprawdę w tym życiu, mym życiu ma prawo do wyznaczania norm, stawiania poprzeczek, dźwigania ich do góry, i na palcach jeszcze wyżej i wyżej.
Dla kogo robię to wszytko co robię?
Dla kogo wstaję wcześnie, by późno położyć się spać.
To wszytko tylko dla tego, kto będzie potrafił docenić zwycięstwo i znieść porażkę.
To wszytko dla tego, kto czuje dokładnie to co ja, kto patrzy na świat moimi brązowymi oczami, kogo usta układają się w mój uśmiech, kto roni łzy idealnie tak słone jak moje...
To wszytko dla tej właśnie osoby, która posiądzie to wszytko na własność. Na wyłączność to wszystko jest jej, aby mogła ofiarować to komu tylko zechce.
Zadedykować każdy ze swoich uśmiechów.
Pamiętając o swej maleńkości wobec mocy niepojętych.
Przed Państwem http://www.youtube.com/watch?v=BMnU8WUtUC4
Dla kogo robię to wszytko co robię?
Dla kogo wstaję wcześnie, by późno położyć się spać.
To wszytko tylko dla tego, kto będzie potrafił docenić zwycięstwo i znieść porażkę.
To wszytko dla tego, kto czuje dokładnie to co ja, kto patrzy na świat moimi brązowymi oczami, kogo usta układają się w mój uśmiech, kto roni łzy idealnie tak słone jak moje...
To wszytko dla tej właśnie osoby, która posiądzie to wszytko na własność. Na wyłączność to wszystko jest jej, aby mogła ofiarować to komu tylko zechce.
Zadedykować każdy ze swoich uśmiechów.
Pamiętając o swej maleńkości wobec mocy niepojętych.
Przed Państwem http://www.youtube.com/watch?v=BMnU8WUtUC4
niedziela, 22 maja 2011
sobota, 21 maja 2011
Hey
Zapamiętać chcę sposób w jaki mówiła z wielkiej sceny: "Dziękujemy Wam. Naprawdę."
Pięknie to mówiła.
A basy pomagały bić memu sercu.
Pięknie to mówiła.
A basy pomagały bić memu sercu.
piątek, 20 maja 2011
Granatowe niebo. Lubię kolor granatowy.
Burza.
Grzmi. Błyska.
Granatowe niebo stanowi teraz tło dla tego co przede mną. Dla mojego komputera- obecnego narzędzia mojej pracy. Dla lampki nocnej w kolorze białym. Dla dwóch białych kubków z białymi łyżeczkami, z porcelany. Dla pojemników wypełnionych po brzegi długopisami. Dla czerwonej kartki z czerwonym, wyklejanym kryształkami, sercem. Granatowe niebo wypełnia po ramy moje okno na świat. Burza. Straszy swym donośnym grzmieniem. Ja jednak nie zamykam okna. Straszy jasnymi gromami przeszywającymi niebo.
Ja jednak nie zamykam okna.
Muszę zaplanować sobie najbliższe dwa miesiące. Rozłożyć odpowiednio wszystkie obowiązki, na każdy z nich przeznaczając odpowiednią ilość czasu. Muszę... Chcę.
Grzmi. Błyska.
Granatowe niebo stanowi teraz tło dla tego co przede mną. Dla mojego komputera- obecnego narzędzia mojej pracy. Dla lampki nocnej w kolorze białym. Dla dwóch białych kubków z białymi łyżeczkami, z porcelany. Dla pojemników wypełnionych po brzegi długopisami. Dla czerwonej kartki z czerwonym, wyklejanym kryształkami, sercem. Granatowe niebo wypełnia po ramy moje okno na świat. Burza. Straszy swym donośnym grzmieniem. Ja jednak nie zamykam okna. Straszy jasnymi gromami przeszywającymi niebo.
Ja jednak nie zamykam okna.
Muszę zaplanować sobie najbliższe dwa miesiące. Rozłożyć odpowiednio wszystkie obowiązki, na każdy z nich przeznaczając odpowiednią ilość czasu. Muszę... Chcę.
środa, 18 maja 2011
poniedziałek, 16 maja 2011
Kolejny punkt na mapie.
Poznań. Podróż ta została zaplanowana już pięc lat temu. Nadszedł na nią odpowiedni czas. Kupiłam bilet na pociąg do Poznania. Daleka podróż. Podróże kształcą. Obserwacje ludzi i osobowości podczas tych kilku godzin spędzonych w pociągu.Gdybym więcej podróżowała pociągiem, napisałabym książkę z pozycji jednego z pasażerów przedziału ośmio osobowego. Podróż. Poznań główny, jej celem. Nie. To tylko miejsce, w którym od pięciu lat mieszka cel mej podróży. Na dworcu ramiona osoby, z którą dawniej spędzałam tak wiele czasu, dziś zabranego nam przez tysiące kilometrów. Chłonęłam to miasto idąc jego ulicami, jadąc tramwajem, zwiedzając, obserwując, słuchając, wznosząc głowę w górę. Kolejny punkt na mapie. Kolejna pamiątka z podróży. Piękny rynek, w stylu całkiem odmiennym niż ten krakowski. Tak piszę tu, chociaż prawdę mówiąc nie mam o tym profesjonalnego pojęcia. Najbardziej urocze wydały mi się wąskie, kolorowe kamieniczki stojące na środku tego rynku. Nie mogłam się oprzeć i wybrałam sobie jedną z nich, na moją własną. A. została moją sąsiadką, lub ja jej. Na rynku to, na co czekałam od dawna. Koziołki. I grupowe: "Ach...", wypowiedziane na nieistniejące trzy, cztery. Bodły się koziołki. Następnie kramiki, stragany, pierścionki, kolczyki, karteczki, breloczki... Poznań. Stary Marych, postac stworzona podczas audycji radiowych. Bamberka, która do końca życia będzie mi się myliła z bawarką. Rogaliki marcińskie, coś tak pysznego, że nie warto opisywać, natomiast bez wątpienia warto zjeść na przekór własnym postanowieniom. Malta i tory oraz okazałe podia. Stary browar i jego niezwykle klimatyczny wygląd zarówno zewnętrzny jak i wewnętrzny. (...) To tylko materialne ramy tego co tworzyło moją podróż do Poznania. Powrót do naszych dawnych razem spędzanych dni, do naszego szczęścia przyciągania ludzi dziwnych, do wspólnego przemierzania wielkich miast, do wspomnień przywróconych poprzez obraz z czerwonym winem w tle.
Zaznaczam kolejny punkt na mapie.
Dziękuję za ten piękny zanik kilometrów.
Zaznaczam kolejny punkt na mapie.
Dziękuję za ten piękny zanik kilometrów.
poniedziałek, 9 maja 2011
"Chodźcie zwłaszcza wy ludkowie."
Każdego dnia mojego życia uczę się czegoś nowego. Wciąż jeszcze wiele mi brakuje. Wiem to. Taka długa lekcja życia. Dzień upływa za dniem. Spisuje, krótkie sporawozdania o każdym z nich, robiąc codzienny, lub obejmujący kilka dni wstecz, rachunek sumienia. Moje życie. Przemyślenia zajmujące moją głowę, targające duszą i kształtujące spojrzenie na świat zmieniają się zależnie od ilości słońca na niebie, pory dnia, ulotnej chwili. Mocny wiatr daje nadzieję, innym razem zabiera ją całkiem. Dobrze to, czy źle? Coś co wydaje się ważnym celem, po chwili staje się błahe i tak niewiele warte.Wciąż utrzymuję, że zbyt wiele rzeczy niepojętych dla nas na tym świecie. Po co wiec zbytnio się w nie zagłębiac? Walka z wiatrakami. A może wiatraki to kwiaty kwitnące na pięknej łące? Jak to Hania kiedyś powiedziała, że życie to puzzle. To chyba tyle.
I zastanawiam się kim ja właściwe jestem?
Tylko niebieski dach nieba daje mi wciąż poczucie wiecznego bezpieczeństwa.
http://www.youtube.com/watch?v=MvEKc7zy3Fc&feature=related
I zastanawiam się kim ja właściwe jestem?
Tylko niebieski dach nieba daje mi wciąż poczucie wiecznego bezpieczeństwa.
http://www.youtube.com/watch?v=MvEKc7zy3Fc&feature=related
Haftowałam zakładki do książek, dla tych moich dwóch lustrzanych odbic.
Co innego pacha nas do przodu jeśli nie wyzwania?
piątek, 6 maja 2011
Dedykuję ją Eli.
I wysyłam wszystkie ciepłe myśli w podziękowaniu za znalezienie, nie odnalezionej piosenki. Za umiejętność chodzenia zawiłymi ścieżkami mojego myślenia.
Darling, darling ...
Darling, darling ...
czwartek, 5 maja 2011
Kolejny wieczór. Kolejna książka.
Nie. Nie przeczytałam jej od wczoraj. Raczej od wakacji po pierwszym roku.
Dostrzegłam ją u mojej towarzyszki praktyk, podczas odbywania ich na sali porodowej. Z powodu braku własnej książki przeczytałam fragment tej. I tak od tamych wakacji sięgałam po nią niejednokrotnie, dziś wieczorem kończąc na 323 stronie.
"Coma" Robin Cook, 1977 r.
Nie. Nie przeczytałam jej od wczoraj. Raczej od wakacji po pierwszym roku.
Dostrzegłam ją u mojej towarzyszki praktyk, podczas odbywania ich na sali porodowej. Z powodu braku własnej książki przeczytałam fragment tej. I tak od tamych wakacji sięgałam po nią niejednokrotnie, dziś wieczorem kończąc na 323 stronie.
"Coma" Robin Cook, 1977 r.
środa, 4 maja 2011
93 strony.
Monika Szwaja "Nie dla mięczaków."
Warszawa 2011.
Jeśli miałabym uzasadnic wybór książki, nie okaże się on chyba zbyt interesujący. Kupując wiersze dla dzieci, w jakże pięknie ilustrowanym wydaniu, dostałam ją w prezencie z okazji 'Światowego Tygodnia Książki 2011'. Prezentodawcą był empik. Niemniej jednak podarunek ten, wyciągnięty spod lady, przyniósł mi wiele szczęścia. Od jakiegoś czasu, mam bowiem w głowie, projekt tworzenia własnej biblioteczki. Mój księgozbiór składa się obecnie w większości z książek o tematyce położniczej, co jednak z upływem czasu postaram się zmienic.
Wciąż, na przekór moim planom, uwielbiam pożółkłe kartki bibliotecznych książek. Historie ludzi, którzy ją czytali, łączące się w jedność nadającą tym książkom coraz większe znaczenie. Uwielbienie to stanowi biegun przeciwny.
Cieszę się, że autorką tej książki była kobieta. Kolejna kobieta wśród autorów. Kobiety czyta się całkiem inaczej niż mężczyzn. Czy tylko ja zauważam tę różnicę? Nie oceniam tu wartości słowa pisanego przez która kolwiek z płci. Po prostu zauważam różnicę.
Jestem kobietą.
Chciałam tu sobie jeszcze napisać, że była to pierwsza książką zakładana moją zamówioną metalową zakładką, a w związku z napisaniem tego co miało byc napisane, wkrótce sama byc może stworzę zakładkę z zielonego materiału, który dostałam od babci.
" Pamiętaj, gdybyś chciał pogadać z kimś niezaangażowanym, zawsze możesz do mnie zadzwonić."
Nie dla mięczaków. Monika Szwaja
" Gdyby zmieniła zdanie, pokój byłby potrzebny jako jej gabinet, pracownia, świątyńka dumania czy cokolwiek."
Nie dla mięczaków. Monika Szwaja
Spacerując z T. uliczkami starego miasta natrafiliśmy na targ starych książek. Od razu do głowy przyszło mi jedno, jedyne pytanie: Czy ma Pan "Szachistę" Łysiaka? Opowiedział, że tak, ma, w bardzo dobrym stanie. Kupiłam ją za jakieś grosze, ciesząc się cennym dla mnie nabytkiem, z pożółkłymi kartkami, w niesamowicie dobrym stanie.
Warszawa 2011.
Jeśli miałabym uzasadnic wybór książki, nie okaże się on chyba zbyt interesujący. Kupując wiersze dla dzieci, w jakże pięknie ilustrowanym wydaniu, dostałam ją w prezencie z okazji 'Światowego Tygodnia Książki 2011'. Prezentodawcą był empik. Niemniej jednak podarunek ten, wyciągnięty spod lady, przyniósł mi wiele szczęścia. Od jakiegoś czasu, mam bowiem w głowie, projekt tworzenia własnej biblioteczki. Mój księgozbiór składa się obecnie w większości z książek o tematyce położniczej, co jednak z upływem czasu postaram się zmienic.
Wciąż, na przekór moim planom, uwielbiam pożółkłe kartki bibliotecznych książek. Historie ludzi, którzy ją czytali, łączące się w jedność nadającą tym książkom coraz większe znaczenie. Uwielbienie to stanowi biegun przeciwny.
Cieszę się, że autorką tej książki była kobieta. Kolejna kobieta wśród autorów. Kobiety czyta się całkiem inaczej niż mężczyzn. Czy tylko ja zauważam tę różnicę? Nie oceniam tu wartości słowa pisanego przez która kolwiek z płci. Po prostu zauważam różnicę.
Jestem kobietą.
Chciałam tu sobie jeszcze napisać, że była to pierwsza książką zakładana moją zamówioną metalową zakładką, a w związku z napisaniem tego co miało byc napisane, wkrótce sama byc może stworzę zakładkę z zielonego materiału, który dostałam od babci.
" Pamiętaj, gdybyś chciał pogadać z kimś niezaangażowanym, zawsze możesz do mnie zadzwonić."
Nie dla mięczaków. Monika Szwaja
" Gdyby zmieniła zdanie, pokój byłby potrzebny jako jej gabinet, pracownia, świątyńka dumania czy cokolwiek."
Nie dla mięczaków. Monika Szwaja
Spacerując z T. uliczkami starego miasta natrafiliśmy na targ starych książek. Od razu do głowy przyszło mi jedno, jedyne pytanie: Czy ma Pan "Szachistę" Łysiaka? Opowiedział, że tak, ma, w bardzo dobrym stanie. Kupiłam ją za jakieś grosze, ciesząc się cennym dla mnie nabytkiem, z pożółkłymi kartkami, w niesamowicie dobrym stanie.
wtorek, 26 kwietnia 2011
Może być bez tytułu.
Tak się złożyło, że jestem i patrzę.
Nade mną biały motyl trzepoce w powietrzu
skrzydełkami, co tylko do niego należą
i przelatuje mi przez ręce cień,
nie inny, nie niczyjkolwiek, tylko jego własny.
Na taki widok zawsze opuszcza mnie pewność,
że to co ważne
ważniejsze jest od nieważnego.
W. Szymborska.
Nade mną biały motyl trzepoce w powietrzu
skrzydełkami, co tylko do niego należą
i przelatuje mi przez ręce cień,
nie inny, nie niczyjkolwiek, tylko jego własny.
Na taki widok zawsze opuszcza mnie pewność,
że to co ważne
ważniejsze jest od nieważnego.
W. Szymborska.
wtorek, 19 kwietnia 2011
Książka.
Kiedy ostatnio wytężyłam swoją pamięc licząc książki jakie w życiu przeczytałam ze wstydem błagałam gdzieś podczas liczenia, aby w końcu zabrakło mi palców. I mimo, że nie brałam pod uwagę lektur. Mimo, że z czasem przypomniało mi się jeszcze kilka, które dołączają do tej listy, wciąż jest ich mało. Jak na uwielbienie czytania. Jak na 22 lata życia. Wypowiedziałam mój wiek. Wypisałam go. Przeraziłam się. Wracam do książek.
Kiedy ostatnio przyjechałam na lotnisko jedynym nocnym busem, który wyjechał o 2:30, i uświadomiłam sobie, że lecę za 6 godzin - kupiłam książkę. Nie licząc moich położniczo- ginekologicznych książek to była pierwsza cywilna jaką sobie kupiłam. I nawet nie do końca sobie, bo też dla T. Dlaczego spośród tych nielicznych kupiłam właśnie tę? Może dla błyszczących liter na okładce, może dla nazwisk: Coben, King którymi podpisane zostało kilka słów, stawiających ją w jasnym świetle, może dlatego, że napisała ją kobieta.
Mroczny zakątek, Gillian Flynn.
Dziś wstałam wcześniej, żeby przeczytac jej ostatnie kartki, bo wciąż odciągała mnie od koniecznych teraz moich obowiązków pisania i pisania. Przeczytałam. Zakładając ją zakładką, otrzymaną od mamy, która jako jedyna wzięła udział w konkursie na zakładkę, kiedyś ogłoszonym przeze mnie.
Dziękuję za nią.
Kiedy ostatnio przyjechałam na lotnisko jedynym nocnym busem, który wyjechał o 2:30, i uświadomiłam sobie, że lecę za 6 godzin - kupiłam książkę. Nie licząc moich położniczo- ginekologicznych książek to była pierwsza cywilna jaką sobie kupiłam. I nawet nie do końca sobie, bo też dla T. Dlaczego spośród tych nielicznych kupiłam właśnie tę? Może dla błyszczących liter na okładce, może dla nazwisk: Coben, King którymi podpisane zostało kilka słów, stawiających ją w jasnym świetle, może dlatego, że napisała ją kobieta.
Mroczny zakątek, Gillian Flynn.
Dziś wstałam wcześniej, żeby przeczytac jej ostatnie kartki, bo wciąż odciągała mnie od koniecznych teraz moich obowiązków pisania i pisania. Przeczytałam. Zakładając ją zakładką, otrzymaną od mamy, która jako jedyna wzięła udział w konkursie na zakładkę, kiedyś ogłoszonym przeze mnie.
Dziękuję za nią.
sobota, 16 kwietnia 2011
Kwestia wrażliwości.
Całe nasze życie polega na budowaniu.
Nawet jeśli coś się burzy, to po to, żeby coś nowego wybudować.
Nawet jeśli coś się burzy, to po to, żeby coś nowego wybudować.
piątek, 15 kwietnia 2011
czwartek, 14 kwietnia 2011
środa, 13 kwietnia 2011
Jechałam dziś, tramwajem o zielonych krzesłach.
Poprzedniego dnia wypiłam dużo płynów, wstałam rano, zjadłam śniadanie, pojechałam do Instytutu, wypełniłam ankiete, nawet pobrali mi krew, aby oznaczyc poziom hemoglobiny, siedziałam w kolejce, podwinęłam rękaw i ... zostałam niezakwalifikowana z powodu zbyt niskiego ciśnienia krwi.
Kiedy usłyszłam 'Kobiety górą'- uwierzyłam, że dziś mogę zrobic coś naprawdę dobrego. Trzecie podejście. Rzeczy, na które bardzo się czeka, czasem mogą się nie wydarzyc. Ale dziś, pomyśłałam- uda się. Tu przecież chodzi o życie ludzkie, a nie o moje własne szczęście. Uda się na pewno. Byłam taka szczęśliwa. Dumna jak dziecko,które pierwszy raz może samo pojechac gdzieś autobusem. Przynajmniej moje wyobrażenie o takim dziecku. 'Kobiety górą.' Ile mocy miało w sobie to zdanie.Wszytko wyglądało tak jak miało wyglądac. Odczekałam pół roku, poprzedniego dnia wypiłam dużo płynów, wstałam rano, zjadłam śniadanie, pojechałam do Instytutu, wypełniłam ankiete, nawet pobrali mi krew, aby oznaczyc poziom hemoglobiny, siedziałam w kolejce, podwinęłam rękaw i ... zostałam niezakwalifikowana z powodu zbyt niskiego ciśnienia krwi.
Kiedy siedziałam wraz z innymi, czekając na nabranie sił przez kobiety, którym towarzyszyłam, Pani zajmująca się robieniem kawy dla tych bohaterów zaproponowała, że mi też zrobi, żebym nie siedziała taka smutna. Chwilkę później jeden z mężczyzn, popijających tak jak my kawę z plastikowego kubeczka położył przede mną stos czekolad mówiąc- To dla Pani. Prosze je zabrac inaczej będę musiał je wyrzucic. Po tym, jakże miłym geście, kobieta robiąca kawę podsumowała mnie mówiac: No to widzi Pani, prawie wszytko już Pani ma. Stanowczo zaprzeczyłam, zdziwiona podejrzeniem o taki płytki motyw oddania 450 ml siebie.
Kiedy usłyszłam 'Kobiety górą'- uwierzyłam, że dziś mogę zrobic coś naprawdę dobrego. Trzecie podejście. Rzeczy, na które bardzo się czeka, czasem mogą się nie wydarzyc. Ale dziś, pomyśłałam- uda się. Tu przecież chodzi o życie ludzkie, a nie o moje własne szczęście. Uda się na pewno. Byłam taka szczęśliwa. Dumna jak dziecko,które pierwszy raz może samo pojechac gdzieś autobusem. Przynajmniej moje wyobrażenie o takim dziecku. 'Kobiety górą.' Ile mocy miało w sobie to zdanie.Wszytko wyglądało tak jak miało wyglądac. Odczekałam pół roku, poprzedniego dnia wypiłam dużo płynów, wstałam rano, zjadłam śniadanie, pojechałam do Instytutu, wypełniłam ankiete, nawet pobrali mi krew, aby oznaczyc poziom hemoglobiny, siedziałam w kolejce, podwinęłam rękaw i ... zostałam niezakwalifikowana z powodu zbyt niskiego ciśnienia krwi.
Kiedy siedziałam wraz z innymi, czekając na nabranie sił przez kobiety, którym towarzyszyłam, Pani zajmująca się robieniem kawy dla tych bohaterów zaproponowała, że mi też zrobi, żebym nie siedziała taka smutna. Chwilkę później jeden z mężczyzn, popijających tak jak my kawę z plastikowego kubeczka położył przede mną stos czekolad mówiąc- To dla Pani. Prosze je zabrac inaczej będę musiał je wyrzucic. Po tym, jakże miłym geście, kobieta robiąca kawę podsumowała mnie mówiac: No to widzi Pani, prawie wszytko już Pani ma. Stanowczo zaprzeczyłam, zdziwiona podejrzeniem o taki płytki motyw oddania 450 ml siebie.
"Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest;
nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi"
nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi"
Jan Paweł II
wtorek, 12 kwietnia 2011
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
'Przestawiam zegarki.'
Nie potrafię zrobić nic produktywnego. Siedzę godzinami bezczynnie szukając coraz to nowszych, pilnych zajęc takich jak zaparzenie kawy, wykonanie kolejnego telefonu, obejrzenie galerii obrazów. Ciąży nade mną obowiązek napisania kilkudziesięciu stron zwartego, logicznego tekstu, do którego na dodatek muszę byc tak święcie przekonana, że będę w stanie go obronic. Zegar tyka. Oszukuję czas. Przestawiam zegarki. Dni jednak płyną nieubłaganie. Nie potrafię kompletnie zorganizowac sobie czasu. Nawet skrupulatne pisanie dziennika, w bordowej okładce, który miał patrzeć na mnie z góry, nie pomaga. Miał byc moim codziennym rachunkiem sumienia. Posumowaniem dnia. Jest, a mimo to czas wciąż ucieka mi przez palce nie wiadomo kiedy. I już za oknem latarnia musi oświetlac ciemność nocy, już zegarek zaczyna swój cykl od zera na początku, już Kopciuszek dawno uciekł z balu... Praca. Praktyki zawodowe, aby wszytko było nazwane zgodnie z prawdą, nie daje mi satysfakcji, która nadała by sens dniom spędzanym w mieście z dala od rodziny. Chciałam przez to powiedzieć, że tęsknie za domem, i że na horyzoncie malują mi się same trudności związane z wygospodarowaniem czasu na drogę do jedynego, prawdziwego, mojego domu. Czytanie książek, które zawsze kochałam, choc z powodu mojego grzesznie wolnego czytania, praktykowałam od święta, teraz pochłania mnie zupełnie. Wciąż nie mogę, tak jak większość przykładnych mieszkańców Krakowa, czytac w tramwaju, co bardzo utrudnia całą sprawę. Ona czyta już 68. książę, ja wciąż tę samą. Bo nie jestem Krakowianką. Przestałam też słuchac muzyki jadąc tramwajem, tramwajami. Wsłuchuje się w muzykę tworzoną dźwiękami miasta. Wyobrażam sobie postac Augusta Rush'a. Jak dobrze, że D. nagrała mi kilka filmów nakręconych w domu, które mogę oglądac godzinami słuchając jak Hania mówi wierszyk na dzień babci: "Dziękuje".
niedziela, 10 kwietnia 2011
sobota, 9 kwietnia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)


